Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
[24 Sierpnia 2009] Mam w portfelu 80zł. Kilka banknotów, które napędzają świat. Patrzę się w ekran, piszę na klawiaturze, dotykam urządzenia, za które musiałem zapłacić 1600zł. Aby móc przekazać Ci moje zdanie korzystam z modemu, za którego użytkowanie ponoszę opłatę 50zł miesięcznie. Pominąłem w tym wywodzie energie elektryczną.
Zdałem sobie sprawę z faktu, iż od wczorajszego dnia do dziś po południu moje konto zostało odchudzone o kwotę stu złotych, wydanych wyłącznie na żywność kupioną z reguły w lokalach. A wszystko zaczęło się godzinę temu, gdy poczułem głód. Moje myśli od razu zaczęły krążył wokół lokali, do których mogę się udać. Do głowy nawet mi nie przyszło, że mógłbym zwyczajnie skierować się do sklepu albo, co gorsza spojrzeć do lodówki. Całe szczęście, w porę sobie to uświadomiłem i wybrałem sklep. Jak zaraz się okaże, to również nie było dobrym rozwiązaniem. W sklepie przez dłuższy czas nie mogłem znaleźć nic dla siebie. Przechodząc obok płatków śniadaniowych ucieszyłem się, że w końcu coś znalazłem, gdy po chwili przypomniałem sobie, że płatki są w domu. Po dłuższej chwili zastanawiania się doszedłem do wniosku, że na kolacje najlepsze jest pieczywo, jednak je również mam w domu. Obszedłem cały sklep kilkakrotnie dookoła, jednak nic nie przykuło mojej uwagi, prócz gołąbków ze słoika. Myślałem, aby kupić jeszcze napój, jednak postanowiłem napić się mięty. Tak dawno jej nie piłem. Ze sklepu wyszedłem ze słoikiem gołąbków i ciastkami na wagę. Po otwarciu w domu lodówki okazało się, że… gołąbki od kilku dni w niej leżą. Głupia błahostka, jednak dała mi do myślenia. Zrobiłem mięty, nowy słoik gołąbków włożyłem do lodówki, drugi opróżniłem, a zawartość zagotowałem. Minęły dwie godziny – czuję głód. Może to ze mną jest coś nie tak?
Podczas konsumpcji oglądałem program naukowy, który skupiał się na pieniądzach i tym, co zrobiły one z człowiekiem. Prowadzący wyjaśnił, że nasze dobre samopoczucie zależne jest od zaspokojenia naszych potrzeb. Mamy dwie opcje, aby utrzymać dobry nastrój – co chwila zaspokajać nasze potrzeby, co niestety nie jest możliwe, przez ograniczone środki finansowe, bądź obniżyć nasze potrzeby. Ciekawe było przedstawienie wzrostu zapotrzebowań ludzi na rzeczy pozornie im niepotrzebne. Przykładowo kilka lat temu tylko 3% Amerykanów twierdziło, że potrzebny im drugi telewizor w domu. Dziś twierdzi tak 70%.
Pieniądze potęgują w nas chęć posiadania więcej, skłaniają do dziwnych zachowań, które traktujemy już zupełnie zwyczajnie. Czasami mam ogromną ochotę odciąć się od tego skomercjalizowanego świata, jednak nie wiem, jak tego dokonać. Mało tego, po chwili zastanawiania dochodzę do wniosku, że szkoda by mi było zostawiać to wszystko, co już posiadam. Czy człowiek ma w ogóle możliwość odcięcia się od pieniędzy i wszystkich nowoczesnych Ziemskich bogactw – telewizja, Internet, telefon? Jak inaczej może wyglądać życie?
Chciałbym, aby moje życie wyglądało normalnie, lecz bez telewizji, telefonu, (no właśnie) Internetu i co najważniejsze – bez pieniędzy. Albo chociaż bez takiego wpływu na mnie, jak ma to miejsce teraz. Wyprowadzenie się poza miasto wiąże się z koniecznością posiadania dużej ilości pieniędzy. I to jedyny pomysł, jaki przychodzi mi do głowy, by pozbyć się, chociaż odrobinę Ziemskich bogactw.
Dzisiejsze popołudniowe wydarzenia skłoniły mnie do myślenia, co doprowadziło mnie do pewnych wniosków. Po pierwsze – postaram się ograniczyć, docelowo znieść wizyty w lokalach typu pizzeria, Mcdonald itp. Zamienię je na domowe jedzenie. W późniejszym okresie chciałbym posiadać własny ogródek, z którego czerpałbym większość wartości odżywczych. Mam wrażenie, że byłoby mi łatwiej, gdybym mieszkał sam, jednak obecnie dołożę wszelkich starań, aby w lokalach nie jadać.
Drugi wniosek wiąże się ze świadomością konieczności zredukowania moich potrzeb. Moje potrzeby nie są może bardzo wygórowane, jednak są wysokie. Osobisty notebook, Iplus, dwie komórki – zrealizowane potrzeby, których w rzeczywistości mógłbym uniknąć. Gorsze jest to, że lista potrzeb do zrealizowania jest znacznie dłuższa.
Po trzecie i ostatnie – odzwyczajenie się od nowoczesnej techniki, którą spotkać można praktycznie na każdym kroku. Czy dałbym radę wytrzymać bez komórki? Czy Internet faktycznie jest mi potrzebny do normalnego funkcjonowania? Z telewizją sobie poradziłem i kilka miesięcy w ogóle mnie nie ciągnęła. Czy tak samo może być z innymi medium?
Te trzy punkty będą zapewne bardzo trudne do zrealizowania. Na pewno nie stanie się to wszystko z dnia na dzień, a co najważniejsze – nie stanie się to w najbliższym czasie. Choć w głowie kłębią się pomysły (zakaz wizyt w lokalach do 24 września, Internet godzinę dziennie, telefon zostawiać w domu) to ogarnia mnie niepokój.