Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
W poniedziałek, 18 maja wypłaciłem sobie z kasy w sklepie zaliczkę na wyjazd w kwocie 150zł. Kierownik chciał, żebym wziął 300, jednak powiedziałem, że nawet 150zł nie wykorzystam. We wtorek wstałem bardzo wcześnie – przed trzecią. Mama usilnie chciała dać mi gotówkę na taksówkę, żebym pojechał na dworzec. Udało mi się ją przekonać, abym pojechał autobusem. Ogólnie poszedłem na pieszo.
Wcześnie rano jest fantastyczna mgła (a może tylko wtedy tak było). Dotarłem na dworzec i zaraz wsiadłem do mojego pociąg, do Łowicza. W trakcie podróży nie działo się nic ciekawego. Sam Łowicz również nie jest ciekawy, w ciągu pół godzinnego zwiedzania na nic nie natrafiłem. Kolejne były Skierniewice. Tutaj byłem bardzo krótko, że nic nie zdążyłem zwiedzić. Ze Skierniewic udałem się do Koluszek i muszę powiedzieć, że miasto to zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Spodziewałem się wsi, gdzie nic nie będzie, a okazało się, że to całkiem dobrze rozwinięte miasto. Szczegółów opowiadał nie będę – zapraszam do Koluszek :). Z Koluszek bardzo nowoczesnym pociągiem pojechałem do Tomaszowa Mazowieckiego.
Moja podróż pociągami dobiegła końca, byłem na miejscu i mogłem udać się na pieszą wycieczkę do Smardzewic. Nie było jednak tak pięknie, jak myślałem. Zapytałem się pewnej kobiety, którędy do Smardzewic i jak długo będę szedł tam na piesze. Odparła, że pół dnia mi zejdzie i poleciła pojechanie autobusem, który odjechał 10 minut temu. Udałem się do taksówkarza i zapytałem ile będę musiał zapłacić za kurs do Smardzewic (40zł). Pojechałem do połowy drogi, a drugą połowę przeszedłem. Płynęło z tego sporo korzyści, po pierwsze zapłaciłem tylko 20zł, a po drugie zrobiłem sporo zdjęć kopani Biała Góra.
Na miejscu przywitała mnie Pani w recepcji. Wylegitymowałem się i dostałem „kluczę” (czyli kartę magnetyczną) do mojego pokoju. Hotel ten, jak i cały ośrodek wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie – zaczynając od obsługi, przez wyposażenie pokoi, kończąc na wyśmienitym jedzeniu. Wszystko w tym miejscu okazało się świetne. W pokoju, na biurku leżała karteczka od Quick Stepa z podziękowaniami za przybycie, jak i informacjami o poszczególnych etapach szkolenia. Wziąłem prysznic i zszedłem na dół. Spotkałem organizatora imprezy, który poinformował mnie, że jestem jako pierwszy i spokojnie mogę iść sobie pozwiedzać, gdyż do rozpoczęcia szkolenia jeszcze dobre dwie godziny. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym faktycznie udałem się na to słynne najdłuższe molo na jeziorze w Polsce. Szczerze? Nie jest jakimś wielkim hitem… Ale cóż, postałem chwilę, porobiłem zdjęcia i wróciłem się do hotelu. Trochę zgłodniałem, dlatego postanowiłem kupić sobie coś do jedzenia. Ceny w tym ośrodku są naprawdę wysokie, jednak posiłki, jak już wcześniej wspomniałem są nieziemski. Za śniadanie angielskie, które obejmowało jajecznicę, trzy plasterki smażonego boczku, dwa plastry jakiegoś pysznego mięsa (nie wiem, co to było), ogórek, pieczony pomidor, pieczywo i herbatę należy zapłacić 30zł. Jedzenia było tak dużo, że wszystkiego nie zdołałem zmieścić.
Zaaferowany takim pysznym śniadaniem zostawiłem w restauracji aparat po czym udałem się do pokoju. Gdy chciałem wyjąć aparat z torby okazało się, że go tam nie ma… Serce podskoczyło mi do gardła. Czym prędzej pobiegłem do restauracji, do miejsca w którym siedziałem – aparatu brak. Kelner powiedział mi, że zaniósł aparat do recepcji. To się nazywa profesjonalna firma. Zadowolony i uśmiechnięty wróciłem do pokoju, w którym ktoś już był.
Waldek, kolega z którym nocowałem (pokoje mieliśmy dwuosobowe) pochodzi z [nazwa_miasta_którego_zapomniałem], w którym to mieście pracuje rzecz jasna w Komforcie, jako sprzedawca. Poznaliśmy się, porozmawialiśmy i praktycznie do końca pobytu trzymaliśmy się razem.
Ludzie zaczęli się schodzić i po dłuższej chwili rozpoczęło się szkolenie. Na samym początku zostaliśmy obdarowani materiałami szkoleniowymi – segregatorem, katalogiem i książką, w której zawarte są ciekawe informacje techniczne paneli Quick Step. Na wstępie inicjatywę przejął Pan Thomas – człowiek, który odpowiedzialny jest za kontrolowanie sprzedaży paneli Quick Step w całej Europie – dyrektor naczelny. Przedstawił nam podstawił nam podstawowe informację, zapoznał nas z charakterystyką firmy, jej założeniami, celami i tym podobne. Podczas jego przemówienia został wyświetlony film, który pokazał nam jak tworzone są panele od samego początku. Na chwilę „przenieśliśmy” się do hali produkcyjnej Quick Stepa. Dzięki temu wiem już, jak krok po kroku tworzy się panele – zaczynając od papieru, na którym drukowany jest wzór panela, przez produkcję płyty HDF, po wycinanie piór i wpustów. Teraz wiem doskonale ile etapów muszą przejść panele, aby były tym, czym są, jakie jest to skomplikowane i czasochłonne, a także jak zaawansowane technologicznie.
Część teoretyczna była bardzo długa, jednak wiele z niej wyniosłem – naprawdę bardzo dużo się dowiedziałem. Są to rzeczy, które z powodzeniem będę mógł wykorzystać przy rozmowie z klientem. Ale nie o tym chciałem. Po części teoretycznej, przyszedł czas na część praktyczną. Jeden z przedstawicieli handlowych Quick Stepa pokazał nam, jak można (trzeba) montować panele, jakie trudności można napotkać z montażem, w wielu kłopotliwych miejscach, a także jak spokojnie można sobie z tym poradzić. Przedstawił nam przy okazji zestaw montażowy Quick Step, w który chyba się zaopatrzę.
Zostaliśmy zaznajomieni z systemem łączeń uniclick, który umożliwia wymianę uszkodzonego panela na środku podłogi, bez potrzeby rozbierania jej całej. Bardzo pożyteczna i godna uwagi prezentacja.
Kolejny z przedstawicieli handlowych zaprezentował różne kolekcje paneli, wymienił ich różnicę, pokazał czym się charakteryzują, a także powiedział, gdzie dany rodzaj panela można zastosować. Mamy na sklepie wiele wzorów paneli, jednak nie spodziewałem się, że mogą między nimi występować, aż takie różnice. Są panele dłuższe (na dwa metry), standardowe i bardzo wąskie. Występują również kwadratowe, których nie ma jeszcze w ofercie żadna inna firma. Wszystkie rodzaje paneli, o których można by opowiadać godzinami.
Nie sposób opisać wszystkiego, co działo się na szkoleniu, jak i nie sposób przekazać wszystkiego słowami – trzeba po prostu tam być i to zobaczyć. Piszę już ten post od ok. godziny, a jeszcze tyle do opisania. Teraz więc dużo większy skrót.
Po szkoleniu przyszła pora na część nieoficjalną. Poszliśmy na dwór, na grilla, na którym serwowane było m.in. darmowe piwo (dużo nie wypiłem – jedno małe). Wszyscy usiedliśmy razem i rozmawialiśmy o Komforcie, jak to u kogo jest, z czym mamy problemu, co nas śmieszy, jakie są ciekawe i głupie pomysły i tak dalej. Następnie organizator imprezy zaprosił nas do kasyna. Tej części również nie mogłem się doczekać. Musze przyznać, że gra w kasynie bardzo wciąga. Zacząłem grać po godzinie dwudziestej, skończyłem o jedenastej… Oczywiście nie graliśmy o prawdziwe pieniądze, tylko o podrobione banknoty 50$, którymi później wzięliśmy udział w licytacji nagród. Niestety Ja miałem za mało wygranych, abym mógł cokolwiek licytować – oddałem moich kilka banknotów wspomnianemu wcześniej Waldkowi, który miał ich 8.
Po kasynie przyszli Komfortowcy z gitarami i perkusjami – zaczęła się zabawa. Połowa zgromadzonych osób (jeśli nie wszyscy) pijana. Można się domyślić co się działo. Nie wiem, do której trwała impreza, Ja zmyłem się po pierwszej. Dziwiło mnie, że nikt nie przyszedł zwrócić nam uwagi, było przecież tak głośno – jak Ci ludzie w hotelu mogli spać?
Myślałem, że nie będę mógł zasnąć, jednak jak tylko poczułem poduszkę ogarnęła mnie senność i nie wiadomo kiedy usnąłem. Rano obudziłem się o szóstej. Wziąłem prysznic i pewnie obudziłem Waldka. Razem wyszliśmy później na dłuższy spacer, pozwiedzać Smardzwice. Po powrocie poszliśmy na śniadanie, później pograć w ping-ponga i sio do domu. Na wstępie podróż taksówką do Tomaszowa (tym razem 60zł), następnie busem do Łodzi, później autobusem do Łodzi Kaliskiej, pociągiem do Kutna i z Kutna do Konina. Wróciłem na godzinę 17.
Wiem, że końcówka bardzo skrócona, jednak już ręce mi wysiadają i wszystko zaczyna mnie denerwować, myślę teraz tylko o tym, aby to opublikować i rozprostować się. Zatem koniec posta.
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress