Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej


17 Maja 2009

Ponownie leże w łóżku, a na kolanach spoczywa mój Asus. W tle słychać głośną muzykę. Chociaż mieszkam 200 metrów od Błoni, na których odbywa się właśnie koncert Dody, słyszę muzykę bardzo wyraźnie i dosyć głośno. Mają chłopaki dobre nagłośnienie. Wrócę jednak do tytułu. Mam wrażenie, że mój ambitny plan opisywania swoich poczynań i przeżyć powoli zaczyna się zapadać.

Każdy człowiek potrzebuje prywatności. Każdy ma myśli, z którymi nie chciałby dzielić się z innymi ludźmi. Dlatego właśnie publiczny dział Blogasek nie może zawierać 100% prawdy i 100% faktów, które fizycznie miały miejsce. Pracuje i mam znajomych. Są to ludzie, z którymi widuje się codziennie i nie mogą wiedzieć wszystkiego. Nie lubię chwalić się pewnymi rzeczami – faktami, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, jak np. hmm.

Mało tego, w życiu każdego człowieka zachodzą sceny, których się wstydzi i nie dopuszcza myśli, że ktokolwiek mógłby się o tym dowiedzieć. Jak można zatem o takim czymś napisać? Chciałem przełamać tę granicę i zacząć to pisać, jednak nie jestem jeszcze gotowy (czy kiedykolwiek będę?). Sprawa wygląda następująco: Dział Blogasek publiczny żyć będzie, jednak pewne fakty, które uznam za bardzo prywatne nie zostaną opisane. W sumie teraz traci to dla mnie trochę sens, ale zobaczę, jak będzie się to kręciło, może nie będzie wcale tak źle.

Dzisiaj lekko spóźniłem się do pracy. Poprzedni wpis nawiązywał do tego, że dziś pierwszy raz byłem kasjerem, a co za tym idzie powinienem pojawić się znacznie wcześniej w pracy, niż dwie po dziesiątej. Kierownik był na mnie trochę zły, jednak ogólnie wyszedłem bez szwanku. Cały dzień przeżyłem bez większych spięć. Po południu wpadła nawet do mnie mama z Przemkiem zaopatrzeni w pyszny obiad :).
Po powrocie do domu okazało się, że wpadł do mnie Dominik i wyciągnął mnie i Przemka na koncert Dody. Moje usilne próby namówienia Przemka na Latający Dywan (jest u nas lunapark) skończyły się fiaskiem. Nie siedzieliśmy tam długo. Byliśmy może z godzinkę. Nie przepadam za Dodą, ani za tak chaotycznym tłumem.
Zuzia niedawno prosiła mnie, abym o niej tutaj nie pisał. Wspomnę tylko, że była dziś sama w kinie na Aniołach i Demonach – podobno film świetny, sam muszę go obejrzeć.

Jutro rano czeka mnie 12 godzin w pracy – postaram się być przed czasem, a pojutrze wyjazd do Smardzewic.

© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress