Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Jestem bardzo śpiący. A wszystko przez głupi i denny horror, który znużył mnie niemiłosiernie – Dom na przeklętym wzgórzu. Nie lubię horrorów, wolę komedie, nie wiem czemu akurat ten wybraliśmy z Przemkiem (który nie jest już na mnie zły).
Wstałem dziś o normalnej porze. Zjadłem śniadanie, posiedziałem przy komputerze, wgrałem sobie na grajka album Łony i wyruszyłem na pieszą wycieczkę do banku. Szedłem ucieszony z słuchawkami na uszach. Pod koniec spotkałem kolegę, który rozdawał ulotki. Porozmawiałem z nim chwilę o głupotach, a później poszedłem na umówione spotkanie. Byłem pierwszy, 30 sekund po mnie wszedł chłopak, który również był umówiony na spotkanie w sprawie pracy. Pani z banku poprosiła nas, abyśmy poczekali w pokoju. Po kilku chwilach doszła dziewczyna, a jeszcze później jeden chłopak. Rozpoczęło się spotkanie, w którym to jedna kobieta tłumaczyła nam o co w tym wszystkim chodzi, jak to wygląda i tego typu pierdoły. Jeśli mam być szczery nie spodobała mi się, a może dlatego tak myślę, bo zostałem uprzedzony do niej przez kolegę? Ma brzydki dzwonek w telefonie – coś mi w niej nie pasuje, ale okaże się w praniu jaka naprawdę jest. Zatem Pani tłumaczyła nam o co chodzi. Później przyszła pora na pytanie, których nikt nie chciał zadawać, tylko Ja miałem jakieś ale i chciałem rozwiać niejasności. Po kilku minutach, gdy wszystko było wyjaśnione padło stwierdzenie, że osoby które są zainteresowane mają zostać, a reszta może wyjść. Zostałem sam… Zdziwiłem się. Patrzałem na ludzi wychodzących z pokoju, później na Panią, która wszystko tłumaczyła, a później na zamykające się drzwi. Zapytałem, czemu wszyscy wyszli? Powiedziała, że też nie wie. Przyszła pora na szczegóły. Mogłem śmiało pytać o wszystkie zagadnienia. Rozmowa trwała równą godzinę. Podpisałem kwestionariusz osobowy, dostałem materiały szkoleniowe, ładnie się pożegnałem i wyszedłem. Po drodze zahaczyłem jeszcze o wcześniej wspomnianego kolegę, opowiedziałem jak było, pogadałem chwilę i zjawili się nie wiadomo skąd koledzy z dawnej klasy, z Kopernika.
Pożegnałem się z kolegą od ulotek i zabrałem się z nowo przybyłymi znajomymi. Wyruszyliśmy do szkoły. Dawno ich wszystkich nie widziałem. Od dawna również myślałem, żeby się do nich wybrać i zapytać co słychać. W zasadzie wychodząc z domu szedłem z zamiarem wejścia do nich, więc spotkanie ich było mi jak najbardziej na rękę. Byli prawie wszyscy, nie widziałem jednak Tomasza, z którym mam chyba dobry kontakt, czasami do siebie dzwonimy i piszemy. Długo u nich nie posiedziałem. Przerwa minęła bardzo szybko, zatem wszyscy wybrali się na lekcję, a Ja zmyłem się na kolejną pieszą wycieczkę – tym razem po filiżanki.
Pisałem już o filiżankach, prawda? Dostaliśmy po jednej z Zuzią, gdy byliśmy w Ferio. Teraz przyszła pora na drugą. Wychodząc z domu wziąłem ze sobą dwa opakowania (jedno zostawiła mi Zuzią, abym jej również odebrał). Nie było żadnych trudności ze znalezieniem miejsca, w którym znajduje się sklep. Wszedłem, od razu zapytałem, czy mogę odebrać filiżanki i od razu też je dostałem. Poprosiłem jednak, aby chwilę poleżały na ladzie, gdyż chcę się rozejrzeć po sklepie. Chodziłem po nim bardzo długo, zatrzymałem się przy stoisku z misiami, aż podeszłą do mnie pewna Pani i powiedziała, że nie muszę nic kupować, filiżankę i tak dostanę. Poczułem się trochę głupio, ale uprzejmie powiedziałem, że o tym wiem, jednak zamierzam coś kupić. Padło na misia, który powędrował do Zuzi – mam nadzieję, że się ucieszyła :). Zapłaciłem, wziąłem filiżanki i wyruszyłem na kolejną wycieczkę, tym razem do domu.
Nie wracałem na pieszo, za dużo dobrego – czekała mnie w końcu jeszcze praca w domu. Gdy przyszedłem szybko coś zjadłem i poszedłem malować framugi okien. Zeszła mi ponad godzina. Nie ma co się o tym rozpisywać, okna, jak okna – malowane na biało. W ogóle nie pamiętam, czy pisałem, ale nasz gospodarz odmalował (prawie) cały dom, dzięki czemu nie wygląda teraz tak staro, brzydko i żałośnie. Po malowaniu zjadłem obiad i pognałem do Zuzi. W połowie drogi na przystanek dostałem od niej sms’a, abym pamiętam o słuchawkach i o konstytucji. Tego drugiego nie zabrałem, zatem trzeba było się wrócić do domu. U Zuzi nie byliśmy długo. Dałem jej wszystkie prezenty (słuchawki, filiżankę, konstytucję i maskotkę) po czym wyruszyliśmy do trzech komisów, aby sprzedać tajemnicze, prostokątne urządzenie, które prawdopodobnie jest odbiornikiem GPS. Nikt tego jednak kupić nie chciał, więc wróciliśmy do domu. Posiedziałem trochę u Zuzi w Internecie szukając firm drukarskich w Koninie. Zadzwoniłem do trzech z nich. Jedna odpadła od razu – ceny mają kosmiczne (za bilbord 2,5x5m trzeba zapłacić 800zł), a w dwóch pozostałych było za późno i poproszono mnie o kontakt jutro. Gdy wróciłem do swojego domu poszukałem firm na Allegro, które oczywiście okazało się dużo tańsze. Tam też kupię reklamę (czego? Opowiem później).
Od Zuzi pojechałem prosto do Komfortu, aby wziąć od Moniki klucze. Chwilę w Komforcie spędziłem. Lubię tam chodzić. Lubię tam pracować, chociaż nieraz trafiają się tacy trudni klienci, ale nawet oni mają w sobie coś pozytywnego. Wziąłem klucze, przy okazji powiesiłem plakat i pojechałem do domu (w końcu). Zjadłem coś i zacząłem oglądać z Przemkiem ten denny film, o którym pisałem na samym początku. Teraz leże w swoim łóżku, na nogach trzymam mojego Asusa. Jest godzina 22:10, co oznacza, że czas spać. Jutro do pracy. Pięć dni po dwanaście godzin. Jak Ja to wytrzymam?
PS dostałem informację od kierownika, że jadę na szkolenie do Opola. Szkolenie z dywanów. Nie uśmiecha mi się tam jechać, ale co zrobić. Szkolenie odbędzie się 17 czerwca.
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress