Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Dzień do godziny 19 minął stosunkowo spokojnie. Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, co wskazywałoby na to, że zaraz wybuchnie popłoch. Po dziewiętnastej załączył się alarm przeciwpożarowy, pół godziny później weszła awanturująca się klientka.
Wstałem rano – mój standardowy opis dnia. Wstałem dosyć wcześnie. [Gdy dużo pracuje zaczynam mylić fakty i dlatego nie pamiętam, czy po płatki śniadaniowe byłem dziś, czy wczoraj - przyjmijmy, że dziś (chyba na pewno dziś)] Wyszedłem po płatki, ponieważ mama zapomniała je kupić. Po powrocie zdążyłem zjeść, zapakować się, umyć się i jeszcze włączyć komputer. Wyszedłem na przystanek, na którym rzecz jasna spotkałem kolegę z tapet. Chciał pożyczyć ode mnie 7zł na papierosy, zatem niechętnie mu je pożyczyłem (nie lubię pożyczać pieniędzy). Pojechaliśmy do pracy. W pracy, tak jak wcześniej pisałem nie wydarzyło się nic specjalnego. Paru klientów, których nie będę opisywał szczegółowo – dzień, jak co dzień. Może warta uwagi jest nowa taktyka Komfortu. Wysyłamy oficjalne oferty do szkół i przedszkoli. Obdzwoniłem dziś wszystkie przedszkole i połowę szkół podstawowych, w celu uzyskania nazwiska dyrektora placówek. Początkowo Panie z sekretariatu niechętnie podawały nazwiska, a wręcz powiedziały, że nie podadzą, jednak po paru telefonach nabrałem wprawy i wszystkie nazwiska zdobyłem. Teraz będzie trzeba jeszcze wysłać listy…
Później, przed godziną dziewiętnastą zaczął wyć alarm. Szybko wyskoczyłem, wymieniłem spojrzenie z kierownikiem i poszedłem na zaplecze. Nie spodziewałem się znaleźć gdzieś dymu, czy ognia, tylko dla własnego uspokojenia sprawdzić, czy wszystko gra. Obleciałem wszystkie pomieszczenia – oznak dymu, ani ognia nie było. Jak teraz wyłączyć alarm? Chodziliśmy to od jednej szafy rozdzielczej do drugiej i tak w kółko. W końcu zwiększyliśmy siłę alarmu, która stała się nie do wytrzymania. Po chwili przybiegli ludzie z ochrony, zapytali się, co się stało i poinformowali nas, że zaraz przyjedzie straż. Kierownik zaraz zadzwonił i powiedział, że zagrożenia nie ma i przyjeżdżać nie muszą. Ludziom z ochrony zajęło trochę czasu, zanim doszli do tego, o co chodzi i alarm wyłączyli. Trochę się pobawiliśmy i przyszła pora, aby wrócić do pracy.
Po wyjeździe kierownika przyszła Pani z małą reklamacją. Wczoraj kupiła u nas panele (sam je kasowałem) i podobno wydaliśmy jej trzy paczki inne. Sytuacja jest zbyt skomplikowana, aby całą ją przytoczyć, Ja również jestem zbyt zmęczony, zatem napiszę w skrócie: Wydaliśmy klientce panele za 700zł, a zapłaciła 300zł. Ona o tym nie widziała. My wiedzieliśmy i musieliśmy coś wymyślić, aby zostały one nam zwrócone. Paweł zaczął rozmawiać z klientką, która była bardzo poddenerwowana. Skończyło się na tym, że jutro transport zabierze droższe panele, a zawiezie te tańsze. W sumie dobrze się skończyło.
I to by było chyba na tyle. Teraz jeszcze poczta, DI i można iść spać. Dobranoc
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress