Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Właśnie. Chyba wczoraj wpadł mi temat do głowy. Mam nadzieję, że jeszcze pamiętam, co chciałem przekazać i zaraz to zrobię. Na pewno chodziło mi o związek i jego zawiłość. Zapewne głównym tematem miały być konflikty, jakie w związku występują i co najważniejsze: co je wywołuje?
Będąc w związku traktujemy partnera jako naszą własność. A może to za duże stwierdzenie? Generalnie Twoja dziewczyna / chłopak jest Twój i tylko Ty możesz jej / jego dotykać, całować i chodzić na randki. Co z kinem i kolacją? Czy mielibyście coś przeciwko, aby Wasi partnerzy wybrali się do kina lub na kolacje z kimś innym? (Mowa o płci przeciwnej)
Większość konfliktów w związku wynika z niedojrzałości i zaborczości. Prawda jest taka, że Twój partner jest wolny i w żaden sposób nie możesz zatrzymać go przy sobie, jeśli nie będzie Tobą zainteresowany lub zacznie interesować się kimś innym. Przykre, ale tak właśnie jest. Nie można na siłę kogoś przy sobie trzymać. Widzę, że zbaczam z głównego wątku – konflikty.
Jak pisałem, większość konfliktów w związku wynika z niedojrzałości i zaborczości. Wszystko zależy od partnerów, co uznają za złe i dobre – czyt. niedopuszczalne i dopuszczalne. Jeśli Twój partner uzna, że nie ma nic złego w tym, aby wyskoczyć po lekcjach na pizze z koleżanką, następnie Ci o tym powie lub co gorsza dowiesz się o tym niechcący to wyniknie między Wami poważna sprzeczka (jeśli Ty uważasz ten czyn za niedopuszczalny).
Tak samo, jeśli Twoja partnerka przyjęłaby zaproszenie do kina od znajomego. Przed wyjściem z domu oświadcza Ci, że idzie do kina z Karolem i wróci wieczorem, bo chyba zahaczą jeszcze o restauracje. Dla niej nie jest to nic złego, dlatego zdziwi się, gdy wybuchasz złością.
I jak sobie radzić z takimi sytuacjami? (pytanie to w zasadzie kieruje do siebie) Można zakazać partnerce wyjścia i zagrozić końcem związku. Jeśli jej na Tobie zależy zapewne nie wyjdzie, jednak będzie przez jakiś czas zła lub skruszona, jeśli dobrze rozegrasz tą partię *;p*. Jednak jest to bardzo drastyczna technika, bo Twoja partnerka jest na uwięzi. A czy związek musi kojarzyć się z „kajdanami”?
Dlatego też można pozwolić partnerce na wypad z owym Karolem do kina, a później na kolacje (…) i życzyć jej miłego wieczoru. Wiąże się to z tym, że nasze myśli przez te kilka godzin będą krążyły w ciemne strony – co oni tam robią, jak się bawią, czy nie przekroczyła czasami granicy, o której wrócą? I tak dalej.
Nasuwa mi się jeden wniosek: Jestem zaborczy i niedojrzały – kino i kolacja w znacznym stopniu przerasta moje możliwości. Takie rzeczy zarezerwowane są dla partnerów, a nie kolegów. Jednak z drugiej strony – wyobrażam sobie wypad z koleżanką na pizze… Najgorsze jest to, że gdy mowa o mnie – Ja, pizza, koleżanka to nie mam nic przeciwko. Przecież można wyskoczyć na pizze ze znajomą… Dlaczego zatem Zuzia nie może wyskoczyć do kina i na kolacje? Boje się, że coś między nimi wyniknie.
Jeśli mam dwie możliwości: Ja uprawiam seks ze znajomą i Zuzia uprawia seks ze znajomym to wybieram opcję pierwszą. Oczywiście nigdy do takiego czegoś nie dojdzie, tylko nie mogę wzniecić w sobie 100 procentowej pewności, że Zuzia niczego nie zrobi. A może chodzi mi o to, że Zuzia będzie się świetnie bawić w kinie i na kolacji, a Ja będę siedział w domu?
Ten post miał być publiczny, a wyszedł z niego blogasek… I poszedłem w ogóle w złą stronę. Ten post miał mi pomóc w byciu mniej zaborczym, a wyszło na odwrót.
Moja przewodnia teza, która miała mi tu towarzyszyć: Jestem z Zuzią, jednak w każdym momencie – dziś, jutro, za tydzień, za 10 lat mogę z nią nie być. Dopuszczam do siebie taką myśl i próbuje się z nią pogodzić. Tak, jakbym przygotowywał się na to. Jestem z Zuzią szczęśliwy, jednak bez niej również potrafię być szczęśliwy.