Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Wczoraj o godzinie szesnastej pojawiłem się u Zuzi, aby zabrać ją na Sylwestra. Jeszcze przed tym spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy – picie, jedzenie, bokserki, ręcznik, prezerwatywy (oczywiście zapomniałem o szczoteczce) i poszedłem kupić chleb (kolejka była przeogromna).
Zuzia również się zapakowała – mandarynki, sałatka, kubki (ona nie zapomniała o szczoteczce).
Gdy wpadłem do niej powitała mnie prawie cała rodzina. Widziałem jak jej tata nie jest zadowolony, że jej córka wychodzi z innym mężczyzną na całą noc. Szczerze mówiąc również nie byłbym tym zachwycony. Ale chyba taka jest kolej rzeczy. Więc tata nie był zadowolony, lecz wszystko poszło gładko. Dostaliśmy masę wskazówek, czego mamy nie robić, a co robić możemy. W końcu wyszliśmy i udaliśmy się na przystanek.
Jechaliśmy do Ślesina – niewielkiej miejscowości położonej ok. 15 km od Konina, gdzie mieliśmy spędzić całą noc, tylko Ja i Zuzia. Wcześniej pojechałem tam, aby wpłacić zaliczkę i teraz dopłaciliśmy 100zł.
Hmm, odejdę na chwilę od tematu, ponieważ przed chwilą zdałem sobie z czegoś sprawę. Za mało piszę. Kiedyś leciałem na bloga z każdą błahostką, teraz nie mam na to czasu. Więc, jak mam przedstawić naszego sylwestra, skoro nie wiadomo nawet skąd miałem na niego kasę? Muszę więcej pisać i już chyba wiem, jak to zrobię.
Pieniądze na sylwestra miałem z pracy. Kilka dni temu znalazłem ogłoszenie na konin.lm.pl, że szukają studentów do pracy. Zadzwoniłem, dowiedziałem się wszystkiego i zgodziłem się. Zaproponowałem również prace Dominikowi, który też chciał tam pracować. O godzinie 9 zaczynaliśmy pracę w Komforcie – sklepie z dywanami, panelami itp. Byliśmy od czarnej roboty, czyli od rzeczy, których nie chce wykonać się starym pracownikom. Nie było nawet źle. Praca nie jest szczytem moich marzeń, jednak mi się podoba, mógłbym tam pracować dłużej.
Reasumując, poszedłem do pracy i dzięki temu mogłem pożyczyć od mamy kasę – mam podstawy, aby jej oddać.
Zajechaliśmy do Ślesina, poszliśmy do domku, który okazała się bardzo mały. Cóż, czego można było się spodziewać po domku dwuosobowym? Ale nie było źle. Wszystko, czego potrzebowaliśmy znajdowało się na miejscu – łóżko, łazienka, kaloryfer, czajnik i telewizor – dokładnie w tej kolejności. Rozgościliśmy się i zsunęliśmy łóżka. Po chwili rozebraliśmy się. [część, która zostanie tylko w mej pamięci]
Później spaliśmy nadzy w łóżku. Podobno mam bardzo niespokojny sen. A mi się wydawało, że to Zuzia spała, a ja tylko czuwałem. Widocznie było inaczej. To była nasza pierwsza wspólna noc, więc trochę się tym przejąłem. Rano wstaliśmy umyliśmy się, zjedliśmy śniadania (w sumie to tylko Ja zjadłem, Zuzia nie była głodna) i ponownie [część, która zostanie tylko w mej pamięci].
następnie jechaliśmy autobusem do Zuzi domu. Postanowiłem na chwilę wpaść, napić się mięty, jednak Zuzi babcia zaraz zaoferowała śniadania. Przyznać muszę, że było okazałe. Bardzo. Byłem jednak głodny, więc wszystko zniknęło ze stołu. Wychodząc życzyłem Zuzi babci wszystkiego dobrego i pojechałem do siebie.
A teraz jest dwunasta i jestem zmęczony. Chyba położę się spać. Zamierzam dziś jeszcze zająć się swoim blogiem – dodać pliki głosowe. Moim drugim blogiem – napisać posta o minimalnej długości 1000 znaków. Moim trzecim blogiem, który prowadzę razem z Zuzią – trzeba dodać jedną rzecz. Pracowity dzień.
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress