Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej


18 Czerwca 2007

Zaczęło się od ogłoszenia przeczytanego w internecie – „szukamy osób do zbiorów truskawek. Wyżywienie i zakwaterowania zapewnione”. Pomyślałem, że sobie pojadę, co mi szkodzi. Fakt, trochę to daleko (8 godzin tam pociągiem jechałem), ale przecież miało mi się opłacić. Pociąg w jedną stronę 30zł, czyli 20 koszyczków z truskawkami ;).

Wyjechałem więc z rana i na 16 byłem na miejscu. Kielce, Bielini, Ostrów Świętokrzyski, Nowa Huta, czy jak to się jeszcze nazywa. Pierwsze wrażenie? Co to za wiocha?! Jeden dom, dwupiętrowy, dosyć duży, w którym miało mieszkać kilka osób (chyba z 10). Do tego śmierdziało wiochą. Ogólnie nie podobało mi się.

Miałem drobne problemy z przyjazdem. Zamiast stać na PKS’ach poszedłem na busy. I stałem tam z pół godziny, pytając się ludzi o drogę, pomoc, cokolwiek. Nikt mi nie chciał pomóc (chociaż jedna dziewczyna zainteresowała się moim losem ; p). Aż wreszcie wpadłem na pomysł, że może tam gdzie byłem wcześniej (to MZK było, MZK…) to nie PKS. I faktycznie, ulice dalej znajdowała się stacja PKS. Poszedłem do niech, spytałem się jakiś chłopaków kiedy z którego peronu odjeżdża autobus do Ostrowca i okazało się, że mój autobus odjechał kilka minut temu. Trzeba było czekać 40 minut na kolejny. Mówi się trudno. Byłem bardzo sceptycznie już nastawiony. Liczyłem, że pojadę, szybko dojadę tam gdzie miałem dojechać i… coś się wydarzy. A Ja tu takie problemy (z 4 razy do gościa od truskawek dzwoniłem, aż wstyd).

Ale w końcu dojechałem do niego. Wyszedł po mnie (przed stacje, na którą dojechałem) i pojechaliśmy jego samochodem do niego, do domu. Jak już wyżej pisałem pierwsze wrażenie kiepskie. Oprócz tego ten Pan stwierdził, że będę spał z dziewczynami w kuchni. Szok. Na prawdę myślałem, że on nie żartuje. To by było takie normalne, wieś to przecież, wszyscy śpią razem. Pojawił się jego syn (mój wiek) i przyniósł mi kanapki. Szok kolejny. Chleb posmarowany brązową, niezidentyfikowaną mazią, na którą zostały położone pomidory. Pomidorów nienawidzę, a owej mazi jak się później okazało również nie. Podany mi został również kompot, własnej roboty z truskawek. Zabrałem się za pierwszy (nie wypadało przecież odmówić) i zjadłem. Męczyłem, męczyłem, ale udało mi się! Potem lekko ściemniłem, że zjadłem obiad w Kielcach („tak, tak, to zupa była. No, no, ta za 7,50″). Pozbyłem się kolacji.

Następnie przyjechali pracownicy. Jak się okazało większość z nich to kobiety, w moim wieku. Od 16 do 21 lat. Tak wyszło. Było nas… chyba 8 (młodych). Dwóch młodych chłopaków (synów tego gościa 18 [Nie pamiętam] i 21 [Tomek] lat), Gabrysia (16), Kasia (21), ktoś, ktoś i ktoś (wszystkie po 16). Przywitałem się ładnie, przedstawiłem, powiedziałem skąd jestem. Wszyscy się dziwili, że tak daleko chciało mi się jechać, włącznie z gospodarzem i jego żoną (a ta kobieta jest po prostu wspaniała).

Po przedstawieniu, przywitaniu i tak dalej, pokazano mi gdzie śpię. Była chyba 21, więc mi już pościelili i zamierzałem iść spać. Pierwszy raz w nowym miejscu – taki stres ;p. Ale cóż, poszedłem i usiadłem na razie na fotelu, w ciuchach. Miałem niedługo kłaść się spać, ale dziewczyny spytały się mnie czy idę z nimi na rynek. Jak mogłem odmówić? Poszedłem. Owy rynek okazał się sklepem, gdzie spotykają się wszyscy młodzi ludzie (14-25 lat), którzy piją, piją i piją. Taka schadzka wszystkich młodych. Wszyscy się znają, jedna wielka rodzina. Znalazłem stolik gdzie byli nasi i podeszliśmy do nich. Usiadłem sobie na murku i oczekiwałem co się będzie działo. Spostrzegłem, że na stole leży flaszeczka *oczy mu zaświeciły*. Oczywiście zostałem poczęstowany i oczywiście nie odmówiłem (broń Boże!), bo jakby to przecież wyglądało, nie? Wypiłem jeden, drugi i miejsce przy stoliku się zwolniło, więc sobie usiadłem i piłem dalej. A im więcej piłem, tym byłem bardziej śmiały. Po mojej prawej stała Kasia, o której wcześniej pisałem ;p. Kasia nie piła. Dostawała 1/5 pełnej szklanki wódki, zamaczała ząbki i podawała mi. A Ja piłem po niej, do dna. W pewnym momencie zacząłem sie z nią droczyć o coś (chyba, czy odprowadzi koleżankę do domu jak się upije). Zapomniałem dodać, że zostałem również przedstawiony całej reszcie, w tym Ani (21 lat – o niej szerzej już niedługo). Wszystko ładnie się kręciło. Ja piłem, oni pili, Ja byłem wcięty i oni byli wcięci. Milo. W pewnym momencie rzecz straszna, alkohol się skończył (po dwóch wypitych flaszkach)… Zaraz rzuciłem propozycję:
- Chodźmy się zrzućmy na kolejną flaszkę. [dopisane 10 lutego 2009r. Ja rzuciłem taką propozycję? Nie wydaje mi się... ;p]

Podchwycili, rzuciłem moje 5zł, oni dali resztę i poszli kupić. Mądry Tomek zobaczył, że już jestem trochę ten teges i rzucił, że się zbieramy… Mówi się trudno, on tu rządzi ;p. Wzięliśmy ze sobą… Kogo my wzięliśmy? A nie, to nas ktoś wziął, a po drodze spotkaliśmy Kasie i zabraliśmy ją ze sobą… Tylko skąd się Ania znalazła. A tak, wiem. Ania była z Kasią. Więc jechaliśmy: Ja, Tomek, Kasia, Ania i ktoś jeszcze. Pojęcia nie mam kto. Dojechaliśmy do domu i Ja z Ania poszedłem do jednych drzwi, a Kasia z Tomkiem do drugich.
Z Anią było fajnie. Wchodząc do góry po schodach musieliśmy wyciągnąć swoje telefony, aby oświetlić sobie drogę. Po drodze Michał widząc jakieś wielkie pudło rzucił:
- Co to jest?!
- Zamrażalka.
- A jest w niech lód? *śmiech*.. xD

Lód potrzebny był mi dla Gabrysi. Nogę zwichnęła dziewczyna i jakoś pomóc chciałem. Chodzić przecież nie mogła i strasznie siną nogę miała. Szkoda mi jej było. Ona taka fajna jest. Cicha, spokojna i w ogóle nawet ładna dziewczyna. Z nią pierwszy raz gadałem tak dłużej po przyjeździe. Ale dosyć o Gabrysi. Ania poszła do siebie, a Ja do siebie.

Rano było źle… Obudziłem się o 4,20. A o piątej była pobudka generalna. Wstałem jako pierwszy, umyłem się i zszedłem na dół. Większość skacowana. Ja w sumie tez. A tu praca czeka. Zjedliśmy śniadanie, podczas którego rzuciłem kiepskie zdanie.

Dostaliśmy masę kiełbas, które mi nie smakowały. Kasia rzuciła:
- Nie chcę mi się jeść.
Na to Michał:
- Nie dziwie Ci się.
Wyszło na to, że gospodyni zrobiła niesmaczne kiełbasy i tak jakoś dziwnie się poczułem. Nie chciałem już prostować, że chodziło mi o wczorajszy dzień. Na kacu nie chce się jeść…

Ale dosyć tym. Poszliśmy pracować. Od 6 do 12. Potem obiad (PY CHO TA!). Pyszny obiad, dawno takiego nie jadłem. A może tak mi smakował, że zmęczony byłem (ziemniaki, posypane kawałkami mięsa + sałata, czy coś). No, najadłem się do syta i praca druga. Od 12 do 18.

Nie zebrałem dużo, ale zmęęęćzyłem się jak nie wiem co. Teraz mam zakwasy ;f. Pomyślałem, że to nie jest praca dla mnie… I wymyśliłem sobie, że niedługo stąd wyjadę. Tylko na bilet zbierałem ;p. Cóż, wróciliśmy do domu i usiedliśmy jak zawsze przy stole przed domem. Nic sie nie działo właściwie. Poczekałem, aż wszystkie dziewczyny się wykąpią (z 3 godziny…) i poszedłem Ja. Wypiękniłem się, wypachniłem i byłem gotowy. Ach, zapomniałem wspomnieć, że festyn był z okazji dnia truskawki. Pojechaliśmy więc na ten festyn. No i spotkaliśmy tą Anię. Może teraz zajmę się nią.

Ania, mieszkająca w Kielcach, mająca 21 lat, studiująca socjologię, pracująca w kolporterze jako sprzedawca (kiosk). Dowiedziałem się o niej sporo. Co lubi, gdzie pracuje jej matka, o jej życiu, o jej siostrze, która pracowała na truskawkach. O sobie, że kiedyś wyglądała jak chłopak i podrywały ją dziewczyny ;p. Ma im kiedyś pokazać swoją fotkę (może nawet dziś? Będę miał jej GG) Powiedziała mi dużo. Ale do rzeczy.

Spotkaliśmy Anię i nie wiedzieć czemu ona ciągle była koło mnie. Było nas wielu. Był ten chłopak… syn tego gospodarza ze swoją dziewczyną, oni szli koło siebie, trzymając się za rękę. Byłem Ja z ta Anią, tez szliśmy koło siebie, ale bez ręki ;p. No i trzy jeszcze inne dziewczyny. Więc tak chodziliśmy, grała muzyka, a my (Ania i Ja) raz na jakiś czas wymienialiśmy zdania, opinie i tak dalej. Ania wpadła na pomysł, że chce potańczyć… Mhm. Nie lubię tańczyć. Ale powiedziałem sobie, że nie. Dziś tańczę i koniec ;p. Nie chciałem powtórzyć sytuacji sprzed kilku dni u mnie w Koninie na festynie. Na początku sprawa miała się dobrze, nie było odpowiedniej muzyki do tańczenia. Czułem sie świetnie. Ale potem… tak, coś było. Coś szybszego, w sam raz do tańczenia. Taak. No, kiwałem się ;x. Tak w rytm muzyki sobie podrygiwałem. One też tak trochę, ale przyszedł taki moment, kiedy DJ wszedł na scenę i puścił… Coś wiejskiego, podobnego do „Daj mi tę noc”. Nie pamiętam co… I właśnie wtedy WSZYSCY się roztańczyli. Wszystko stało się takie chaotyczne. No i stało się, Ania wzięła mnie za rękę i zaczęliśmy tańczyć. TAK! Ja tańczyłem ;p.
Chciałbym zaznaczyć, że nie byłem wtedy ani trochę pijany, nic nie wypiłem, kompletnie nic. Potańczyliśmy chwilę (oczywiście nie za dobrze mi to wychodziło, ale to się wytnie), a o 23(!) trzeba było lecieć. Szef… Szef… Ja tam mogłem zostać, jestem pełnoletni, Ania w sumie też i Tomek też. Tylko trzeba było te młode dziewczęta zawieść do domu. Taak, więc było nas 7. I jeden samochód. Było wsiadać sobie na kolanach. Nie trudno domyślić się kogo Ja dostałem? Tak, Anie. Położyłem lekko głowę na jej ramieniu i jechaliśmy. Potem lekko zaczęła brykać i tańczyć sobie… na mnie. Ale nic, nie przeszkadzało mi to.

Wchodząc do domu, Ja do swojego pokoju, dziewczyny do swojego zostałem zatrzymany właśnie przez Anie:
- A Ty idziesz już spać?
- No nie.. dosyć wcześnie jest.
- Daria (nie pamiętam imienia, może było inne) idziemy do Michała?
- No, chodźcie do mnie.
- Ale na trochę, jutro trzeba wcześnie wstać.

No i do mnie przyszły. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, była godzina po 12. No i tak Ania wyganiała tą Darie (będę używał tego imienia). Tak na żywca
- Daria jutro nie wstaniesz. Idź spać, Ja zaraz przyjdę
Pragnę dodać, że Ania i Ja leżeliśmy na łóżku, oczywiście nie blisko siebie, ale jednak. A Daria siedziała na fotelu. Wreszcie poszła! Długo to trwało, ale udało się. Zostaliśmy sami, było lekko po 12 i włączyliśmy sobie mp3. Jedna słuchawka Ja, druga ona. I tak leżeliśmy, rozmawialiśmy o… wszystkim. O ufo, o przyszłości, o jej życiu, o moim, o duchach, o miłości, o jej chłopakach, o miłości od pierwszego wrażenia, o tolerancyjności, o… po co wymieniać? Wyszła ode mnie po drugiej. Tak… trochę wydawało mi się, że chciała ode mnie czegoś więcej. Poszła ze mną do pokoju, „wyprosiła” koleżankę, położyła się ze mną na łóżku. Patrzała się na mnie jak mówiłem, prosto w oczy. No ogólnie, tak jakby czegoś chciała. A Ja na dystans, spokojnie, trzymać z daleko, jak coś chce – niech sama coś zrobi. Ja nie zamierzam. Jest starsza.

Trzeba pamiętać, że dziewczyna jest TRZY lata starsza ode mnie, jest dorosłą, dojrzałą kobietą. Ja jeszcze jestem smarkacz. I się mną lekko zainteresowała. Na początku, jak mnie poznała powiedziała, że wyglądam na 20 lat, może to przez to. Ogólnie rzecz biorąc, noc z Anią była ciekawa, miła i fajna no, podobało mi się bardzo. Zasnąłem od razu i obudziłem się również o 4. Pobudka tym razem o szóstej i czekałem tym razem, aż Ania przyjdzie i weźmie swoje rzeczy, jakie zostawiła w nocy. Weszła, przywitała się, wzięła rzeczy i poszła. Zszedłem na dół, a ona niedługo doszła. Przez chwilę byliśmy tylko sami. W tym czasie doszliśmy do wniosku, że pojedziemy rano sano. Nie będziemy jechać z gospodarzem. Więc po śniadaniu poszliśmy (pragnę nadmienić, że miła gospodyni, niezwykła osoba zrobiła mi kanapki na podroż :). Pożegnałem się z całą resztą i z Ania udaliśmy się na przystanek. Ogólnie mało rozmawialiśmy, w autobusie też. Ale po wyjściu już sie bardziej rozgadaliśmy. Na początku udaliśmy się na PKP, abym mógł kupić sobie bilet. Pociąg miałem dopiero za 40 minut, więc wybrałem się z Anią na jej przystanek MZK. I tam sobie staliśmy, a jej autobusy odjeżdżały. Jeden, drugi, trzeci. W tym czasie rozmawialiśmy. Namawiała mnie, żebym do niech przyjechał i opowiadała jakie to mają w Kielcach atrakcje. Wszystko mi się podoba i bardzo chętnie bym do niech pojechał na kilka dni. Pochodzić po klubach, teatrach, muzeach, filharmoniach (dziwne, nie? Ale ona tam chodzi! Ja też bym pochodził). Ogólnie bardzo miło się rozmawiało, aż przyjechał chyba 5, albo 6 autobus i musieliśmy się pożegnać. Przyjacielski całus w policzek i poszedłem. Aha, zapomniałem dodać, że zaproponowałem, aby dała mi do siebie jakiś kontakt. Chętnie się zgodziła i dała mi swój numer telefonu, a Ja jej swój. Pożegnaliśmy się tak normalnie, bo właściwie jak mielibyśmy się pożegnać? Znamy się tylko przecież.

Poszedłem na PKP i tutaj problem… Nie jest właśnie tak kolorowo. Kurde, a było tak fajnie ;f. Miałem 30zł… tylko na pociąg do Warszawy, a potem?! xD Ciekawa jeszcze sytuacja:
Zaczepił mnie jakiś gość, taki żul i poprosił o 30 groszy. Jak mogłem mu nie dać? Potem zaczął mi opowiadać o swoim życiu o jego dzieciach, o tym, że na stare ma kryzys z żoną. Spytał się mnie też na ile wygląda lat. Myślałem, że z 50, a on… ponad 70. No cóż, ładnie go spławiłem. Powiedziałem, że muszę iść i życzyłem mu miłego dnia. I jeszcze powiedział, że: „to się nazywa kulturalne zachowanie”. Ach, ech xD.

Wsiadłem do pociągu – jestem w Warszawie. W portfelu miałem ok. 3,60zł. W pociągu jeszcze pod koniec wsiadł do mojego przedziału jakiś chłopak i się na mnie patrzy. Nie wiedziałem o co mu chodzi. A on wyciąga rękę z karteczką, na której drukowanymi literami było napisane:
- PROSZE O POMOC. POTRZEBUJE 2ZL NA CHLEB.

Jak mogłem mu nie dać?! Dałem mu 70gr… no co. Ja też nie miałem! Godzina 12, pociąg miałem o 13:30. Pomyślałem, że znajdę kafejkę i „znajdę” w internecie 30zł. Dużego problemu chyba bym nie miał. Ktoś z moich znajomych na pewno ma konto w mBanku. Ale kafejki znaleźć nie mogłem. Wysłałem esa do Magdy, aby dała mi numer do Marcina, albo Kasi (osób, mieszkających z Warszawie). Spóźniła się. Idąc ulicą zobaczyłem totalizator Lotto. Tak, kupiłem zdrapkę xD. Pech chciał, że nic nie trafiłem ;f. No i została mi niecała złotówka. O 13:30 poszedłem na pociąg i wsiałem najnormalniej w świecie bez biletu. Przy kontroli poprosiłem o bilet Kredytowany. Pech chciał, że to inter city… A normalnych taki bilet kosztuje 60zł. a Inter city? 130…!

Cóż mogłem zrobić? Wziąłem go. Teraz szukaj Michał 130zł ;). Gdy wsiałem do tego pociągu esemesa wysłała mi Ania. To jest dziwne. Ona się mnie interesuje. Dziewczyna ma 21 lat, jest ładna, inteligentna, pracuje, studiuje, jest zaradna. Dlaczego interesuje się 18-letnim chłopakiem, który przyjeżdża na głupie truskawki, zamiast zabrać się za kogoś poważniejszego, ustatkowanego i tak dalej? Któż wiedzieć może co chodzi kobiecie po głowie. Pisałem sobie z nią. I nadal piszę. Wróciwszy do domu wymieniłem z nią chyba z dwa, trzy esemesy. Nie to, żeby mi się to nie podobało. Lubie rozmawiać z ludźmi, rozwijać znajomości, poznawać nowe osoby, lubię jak do mnie piszą i tak dalej. Ale nie traktuje tego poważniej. Ania to koleżanka. Dlaczego nie mogłaby zostać kimś więcej? Za duża odległość. Co dwa miesiące byśmy się wiedzieli, poświęcając na to 8 godzin? ;p Dziękuje.

Jeśli chodzi o ten wyjazd do Kielc, do Ani to nie mam nic przeciwko temu. Nawet chętnie bym do niej pojechał i kilka dni z nią pobył. Pozwiedzał Kielce, poznał kolejne osoby. Tylko.. za co? ;)
Pojechałem tam zarobić 200zł, bo mi brakuje na prawo jazdy, a straciłem…. 200zł! Jestem do tyłu 400zł… Jestem odpowiedzialnym człowiekiem? Bardzo.

Jednak nie żałuje, że tam pojechałem i straciłem te 200zł. Pobawiłem się, spędziłem miło weekend, było świetnie. Zrobiłbym to jeszcze raz, gdybym miał okazję. I chętnie zostałbym z nimi dłużej, ale nie do pracy… Tak tylko, żeby być. Rekreacyjnie, dla odpoczynku.

Nie opowiadałem w ogóle jak tam jest pięknie. Mają tam piękne widoku. Duże pola , a za nimi Las. Duży las, który rozciąga się prawie przez cały horyzont. Oprócz tego las ten piętrzy się ku górze. Tak, to jest góra (wielka góra), która jest udekorowana lasem. Jest tam Święty Krzyż. Wielki zamek, na około którego jest… las. Po prostu CUDO. Chce tam jechać i zwiedzić dokładnie to miejsce. Chcę :>.

Najdłuższy post na tym blogu. Rekord.

© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress