Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Spokojny i wyluzowany o godzinie 16 leżę w łóżku, obok siebie mam książkę (Stukostrachy Stephena Kinga), przed sobą Asusa, zajadam się łuskanym słonecznikiem. Z okna sączy się przyjemny, letni wiaterek. Bardzo przyjemny stan.
Pierwszą rzeczą, jaką dziś wykonałem zaraz po przebudzeniu był kontakt z Zuzią. Zadzwoniłem do niej z samego rana, aby zapytać, jak się spało i jak pierwsze wrażenie. Kolejno dostałem telefon od Komfortu. Był mały problem, który zmusił mnie na wyruszenie do pracy. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. I tak musiałem tak jechać, gdyż kluczę nadal leżały u mnie na stole, a nie u Mateusza. Dominik, który postanowił podjąć pracę w Komforcie wybierał się tam właśnie dziś, a Ja jeszcze nie uprzedziłem o tym kierowniczki. Dodatkowo wczoraj, bądź przedwczoraj pisałem coś o czytaniu książek, prawda? A biorąc pod uwagę, że większość bibliotek mnie nie lubi zmusza mnie do ich kupna.
Zatem. Rano na spokojnie zjadłem śniadanie (jeden, mały serek). Wziąłem prysznic, obciąłem włosy, ubrałem się i wyszedłem na przystanek. Zabrałem ze sobą aparat, mp3 i słuchawki. Na przystanku spotkałem kolegę, który również wybierał się do Ferio. W autobusie rzecz jasna czekał na nas Dominik. Powiedziałem kierowniczce, że zaraz zjawi się kandydat na pracownika i udałem się do Iwony zapoznać się z problemem. Jak się okazało wyjaśnienie wszystkich spraw zajęło nam niecałe dwie godziny. Dominik już wcześniej pojechał do domu, zatem mogłem sam wybrać się na początek do Caminetto coś konkretniejszego zjeść. Naleśnik z kurczakiem, pieczarkami i sosem. Najedzony udałem się do Empiku po zakup niezidentyfikowanej książki. Padło na Kinga – Stukostrachy. Notabene jestem już na 40 stronie. W Empiku obsługiwała mnie bardzo miła i uśmiechnięta kasjerka :).
Po zakupach postanowiłem udać się na chwilę do lasu zrobić parę zdjęć. Nie byłem tam długo, maksymalnie pół godziny. Jeszcze nie zdążyłem wgrać zdjęć na komputer ale myślę, że jeszcze dziś to zrobię. Wracając z powrotem udało mi się trafić na autobus. W domu od razu zabrałem się za książkę, o której nie mam jeszcze zdania. Początki zawsze są dla mnie „trudne”. Myślę, że lada chwila powinno się ładnie rozkręcić.
Doszedłem zatem do godziny 16.34, kiedy to piszę właśnie tego posta. Pod sam koniec zauważyłem, że dzisiejszy post różni się od większości ostatnich postów. Jest w nim wiele szczegółów. Pisanie nie sprawia mi trudności (czyt. nie drażni mnie). Mam wrażenie, że dzieje się to za sprawą wolnego trybu życia. Na co dzień jestem zabiegany i nie mam czasu, aby usiąść i na spokojnie popatrzeć na gasnącą świeczkę. Od dziś mam magiczne 21 dni na uspokojenie trybu życia.
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress