Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.


26 Listopada 2007

Dawno nie pisałem tych nieprofesjonalnych postów, które dziś nazywam: zlepkami. Po pierwsze i najważniejsze. Doszły mnie słuchy, że po przeprowadzce z własnego serwera niektóre z postów zostały odkryte i ogólnodostępne. To bardzo źle. Wszystkie posty zostały ukryte. Osoby, które z niechcący natknęły się na owe posty proszeni się o wymazanie z pamięci ich treści. Z góry dziękuje.

Temat pierwszy: Postaw się w czyjejś sytuacji

Niejednokrotnie postawienie się w czyjejś sytuacji jest wręcz niemożliwe. Nie wystarczy pomyśleć jak to jest, trzeba doświadczyć tego na własnej skórze. Często z naszej perspektywy wykonywane przez innych ludzi czynności wydają nam się banalnie proste. I bardzo trudno nam zrozumieć, czemu ta osoba tak bardzo narzeka? Ostatnio zrozumiałem jak to jest w sytuacji rodziców. Gdy trzeba wstawać wcześnie rano do pracy, a po niej nie czeka nas odpoczynek, lecz obowiązki domowe (w moim wypadku jest to szkoła).

Chciałbym jeszcze postawić się w sytuacji nauczyciela. Z perspektywy ucznia wszystko jest proste, prawda? Rzekłbym: Gówno prawda ;p.

Temat drugi: Gdy będę drażnił młodzież

Wstyd się przyznać, ale ostatnimi czasy drażnią mnie starsi ludzie. Szanuje ludzi starszych, jednak tworzą oni specyficzną grupę, która ostatnio bardzo mnie zaintrygowała. Co konkretnie mnie drażni? Poglądy, zachowanie, powolne ruchy. Tak, wiem – kiedyś będę starszy i zapewne będę poruszał się w dokładnie takim tępię.
Dużo podróżuje autobusami ostatnio i zauważam kolosalną różnicę między ludźmi (starszymi) wsiadającymi i wysiadającymi z niego. Ludzie wsiadający biegną, wysiadający wloką się. Kolejne są to poglądy. Ludzie prezentujący omawianą grupę społeczną żyli nieco dawniej niż Ja i mają zupełnie inne poglądy. Oczywiście, jak powszechnie wiadomo jestem osobą tolerancyjną i szanuje zdanie innych, jednak zrozumiałem, że to zdanie w niektórych wypadkach może mnie przecież drażnić, prawda? Więc ogłaszam wszem i wobec: niekiedy mnie drażni.

Zostawiam delikatny temat i na sam koniec zadaje pytanie: Czy Ja w wieku 80 lat również będę drażnił tak samo młodych ludzi?

Temat trzeci: Kolosalne różnice …

Przykro mi, kolosalnych różnic już dziś nie poruszę, czasu mi brakło. Zajmę się tym i jeszcze jednym tematem w najbliższym czasie.

5 Listopada 2007

Zacznijmy od czarnego kota, który dziś przebiegł mi drogę. Już tłumaczę. Będąc dziś w pracy natrafiłem na optyczną myszkę leżącą w jednej z szafek. Szafka stała w toalecie, więc można rzec, iż myszka jest niczyja i mogłem ją sobie wziąć? Ale nie. Po doświadczeniach z przeszłości myszki wziąć nie mogłem, chociaż wiem, że długo sobie tam nie poleży i ktoś ją w końcu weźmie. Stałem trochę dziś nad ta szafką i zastanawiałem się, czy zabrać ją, czy nie. W końcu się poddałem i myszkę odłożyłem. Moja nie jest. Ktoś inny będzie ją miał. Zaraz po tym zdarzeniu czarny kot przebiegł mi drogę. Zbieg okoliczności? Zapewne tak, ale co on oznaczał? Nie wiem czemu, ale powiązałem razem te dwa fakty i próbuje znaleźć w nich jakieś zależności. Temat skończony.

Zuzia. Zacznijmy od cmentarza. W ostatnim poście pisałem „będzie fajnie”. Było okropnie. Zuzia przy mnie płakała. Sam do tego doprowadziłem moim aroganckim zachowaniem (ciekawe, czy piszę tak, ponieważ wiem, że Zuzia to przeczyta?). Próbuję patrzeć na to obiektywnie i dochodzę do wniosku, że moje zachowanie było aroganckie. Zuzia płakała, przytuliłem ją i się uspokoiła. Wtedy poczułem takie coś. Dotarło do mnie jak wielką moc ma [...] – zabrakło mi określeń. Moja elokwencja poszła w las.

Gdy Zuzia płakała i nic bym z tym nie zrobił płakałaby dalej. Wystarczyło, żebym do niej podszedł, przytulił, powiedział coś, po prostu był blisko niej i Zuzia się uspokoiła. Wiem, to jest normalne i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ja po prostu widzę w tym coś fascynującego, coś czego naturalnie nie potrafię wytłumaczyć słowami.

Kolejno – wczorajsze spotkanie. Byłem z Zuzią w kościele. Mi tam się podobało. „Ksiądz ciekawą metaforą rzucił” *xD*. O człowieku na drzewie – opisze ją, muszę, jak tylko będę miał wenę i siłę i chęci i w ogóle. Dziś jest czas na post o Zuzi. Następnie poszliśmy do niej i zostałem nakarmiony. Ładnie zabrzmiało. Zuzia przygotowała Kurczak w picie. Danie przepyszne. A mówiła dziewczyna, że gotować nie potrafi, a sama mięso przygotowała. Udaliśmy się czytać mojego bloga i natrafiliśmy na kompromitujące mnie rzeczy. Pokazałem Zuzi posty z mojego działu blogaska. Jak nie trudno się domyśleć skończyło się to kiepskim nastrojem. Poważniejsza rozmowa, która dała nam (a przynajmniej mi) wiele do zrozumienia. Wystarczy tylko trochę poczekać, mniej pesymistycznie myśleć i w ogóle za dużo nie myśleć. Czekać co się wydarzy. Niech się dzieje co dziać się ma. Złota zasada.

Dzisiejsze [prawie] spotkanie. Opisać muszę jeszcze dzisiejsze „prawie spotkanie”. Zuzia napisała mi dziś sma’a, że przeszła obok mojego domu i udaje sie do salonu Plusa. Szczerze bardzo chciałem do niej lecieć, ale otrzymałem kolejnego sms’a z informacją, że to nie ma sensu. Więc cóż, zrezygnowałem i poszedłem do Babci robić lekcje. Gdy już się rozsiadłem i zabrałem za naukę dostałem jeszcze jednego sms’a – Zuzia narzekała na powolną obsługę. Odebrałem to jako znak „przyjdź do mnie”. Może źle, pojęcia nie mam. Wstałem, ubrałem się i poszedłem do tego sklepu. Zuzi brak. Poszedłem również na przystanek, ale zatrzymałem się w połowie drogi, bo przecież to jest bezsens, jak to Zuzia określiła w pierwszym sms’ie. I dokładnie o takie coś mi Zuzia chodzi. Nieraz nie wiem, czy mam do Ciebie iść, czy nie. Musisz mi dawać jasno do zrozumienia czego chcesz. Wiem, że takie domyślanie czasami jest przyjemne, ale lubię również jasne i klarowne, hmm, zachcianki – tak to ujmę ;p.

1 Listopada 2007

Dawno blogaskowo nie pisałem. Tak konkretnie blogaskowo. Ostatnio miałem ciekawą sytuację jak wracałem z pracy.

Spotkałem dzisiaj taką panią jak wracałem z elektrowni. Kompletnie nie znała Konina i chciała, żebym jej pomógł dojechać na dworzec PKS (wiesz, że nie wiedziała nawet jak kupić
bilet? xD). No, ale w końcu go kupiła, jedziemy sobie, jedziemy a w połowie drogi kanary. Daje ładnie bilecik, a pani kanar prosi mnie o legitymacje.
Szukam, szukam. Nie ma. Zonk xD. Wypisuje mi mandacik. Wypisała, podała mi
go do rączek, a Ja wyskakuje – mam! Znalazłem, miałem w innej kieszeni
*xD*.

Podchodzi do mnie inny gość i mówi, że muszę dowieźć legitymacje do ich
siedziby (wiesz, w staraku) i zapłacę za to 10,50. Oj, jak się
zdenerwowałem xD. Grzecznie mu powiedziałem, że nie przyjmuje mandatu i
proszę o jego anulowanie. A Ci na mnie z mordą. Wyobrażasz sobie?! Zaczęli
na mnie krzyczeć. Ogólnie wywiązała się ładna konserwacja, pod
przewodnictwem ludzi z autobusu xD. Doszliśmy do niczego, dostałem mandat,
nie podpisałem go i idę wyjaśnić sprawę któregoś dnia, jak bede miał czas.

To nie koniec historii. Pamiętasz tą panią na początku? Ta małomówna
kobieta kupiła bilet i… nie skasowała go xD. Dostała mandat 100zł… xD
Wyszedłem z autobusu i zaraz stała się rozmowna:

- Kurwa, jak mogłam nie skasować biletu xD

Przekopiowałem maila, którego pisałem do Zuzi, nie chce mi się tego pisać od początku. Oprócz tego nie jest źle. Niedługo dostane wypłatę, która zamierzam przeznaczyć na książki, buty, zrobienie prawa jazdy, mamie dać z 50zł, zostawić sobie na cały miesiąc, abym miał gdzie zabrać niekiedy Zuzie.

A jeśli mowa o Zuzi, wczoraj pokazałem jej ostatniego posta z działy blogasek. Trochę spochmurniała, a to bardzo źle. Nie chciałem wywołać u niej takiej reakcji. Ale cieszy mnie jedno – w końcu wie dokładnie co czuje, myślę i tak dalej. Dzisiaj idę z nią na cmentarz wieczorem, powinno być miło.

Myślę, czy coś jeszcze się wydarzyło. I dochodzę do wniosku, że wydarzyło się bardzo dużo, jednak w przeciwieństwie do mojego poglądu na świat sprzed pół roku nie zachwycam się głupotami. Puszczam je mimo uszu i idę dalej.

W szkole na przykład podoba mi się dziewczyna z kl. 1 LK. Ładna, bardzo ładna, nie dużo, po prostu cudo. Nie pisałem jeszcze o niej. Dlaczego? Któregoś dnia chciałbym do niej podejść, porozmawiać i tak dalej. A może wyniknie z tego coś więcej? Kto wie.

Wracając do rzeczywistości. W pracy jest nieźle, kumple są good. W szkole też nie jest źle, chociaż mam już paru gości, którzy mi nie przypasili. Coś jeszcze? Chyba nie. To wsio.



© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress