Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.


14 Czerwca 2007

Przeszkadza mi to, że ciągle jestem uzależniony od rodziców. Gdzie… od mamy. Ciągle. Nic nie zrobię. Praca w Wielkiej Brytanii – zbieranie truskawek. Na czysto 6 tysięcy przez trzy miesiące. Trzeba wpłacić 1200zł. Skąd Ja mam wziąć tyle kasy?

Proszę więc mamę.
- Pożycz mi 1200zł.

Zignorowała mnie. Mówię do niej, żeby ze mną o tym porozmawiała. Właśnie śpi. Aż krzyczeć mi się chce. Pomyślałem, że tam pojadę, trzy miesiące popracuje i zarobie na samochód.. Już mam samochód. Mogę sobie pomarzyć. Przed chwilą (bo się ocknęła na chwilę)

- To jak będzie?
- Mmfgyshk
- Co? No pogadasz ze mną?
- Chyba nie.

Chciałbym któregoś dnia powiedzieć:

- Pracuje już dość długo. Skończyłem szkołę. Wyprowadzam się. Przykro mi ;).

I życie na swoim. Na własną rękę. Niezależność. Żadnego proszenia „może pożyczysz mi pieniądze?”. A jak już do pożyczki dochodzi to przed tym słyszę zawsze takie słowa:

- Nie mam pieniędzy. W portfelu mam tylko 50zł. Daje Ci 20, zostaje mi 30.

Jak się potem czuje biorąc te 20zł? Głupio?! To mało powiedziane. Po co ona mi o tym mówi? Nie chce mi pożyczyć sprawa prosta. A jak chce, to bez żadnego szemrania.

5 Czerca 2007

Zapomniałem. Zupełnie zapomniałem, że mam pisać. Więc pisze. Wczoraj spotkałem się z Kasią.

Ja zawsze lubię przesadzać. Zawsze uważam, że robię coś na wyrost, jestem za poważny i zachowuje się lekko za dorośle. I w ogóle dziwny jestem!

Więc spotkaliśmy się w centrum, była z koleżanką. Poszliśmy tylko na chwilę do biblioteki, a później razem poszliśmy na moja wypatrzone miejsce. Więc jechaliśmy autobusem, dojechaliśmy i zaprowadziłem ją do herbaciarni. Trochę zaskoczona była, ale spodobało jej się.

Zamówiliśmy czekoladę i herbatę, i zaczęliśmy rozmawiać. Aż dziw, ale dochodzę do wniosku, że Ja w sumie towarzyski jestem. Rozmawialiśmy całe dwie godziny, w międzyczasie zamawiając jabłecznika ;p. Po wyjściu przeszliśmy się do biblioteki, książkę jej wypożyczyć. A potem odprowadziłem ją na przystanek.

Takie krótkie sceny… w których ktoś mówi miłe słowa, są takie… mhm, fajne. Idziemy na ten przystanek, a w uliczce kłóci się dwóch pijanych gości. Kasia chciała skręcić, ale powiedziałem, że śmiało możemy iść. I przesunąłem ją na moją lewą stronę, żeby nie była za blisko nich. No i:
- Ależ Ty się o mnie troszczysz.

Miłe.

3 Czerwca 2007

Uwielbiam porównania i metafory. I tak właśnie wczoraj, wpadła mi myśl do głowy. O, mniej więcej taka.

Drzewa owocowe. Miałem jedno (drzewo). Czerpałem z niego pyszne owoce. Pielęgnowałem to drzewo, dbałem o nie. To Ja je „budowałem”, a w zamian dostawałem te soczyste i syte owoce, którymi przez pewien czas się żywiłem.

Lecz pewnego dnia zobaczyłem w oddali drugie drzewo, również owocowe. I zamiast zostać przy tym pierwszym – już wypielęgnowanym i rozwiniętym, poszedłem do drugiego. Od teraz czasami zaglądałem do pierwszego, tylko po to, aby posilić się pysznymi owocami, a znacznie więcej czasu poświęcałem drugiemu. Na razie drzewo jest bez owoców, ale to tylko kwestia czasu. Na razie tylko pielęgnuje i oczekuje pierwszych oznak kwitnięcia.

Piękna przenośnia – jestem z siebie dumny.

22.06.2009r.: Drzewa owocowe symbolizują kobiety. A owoce zapewne korzyści płynące z ich znajomości. Doprawdy, bardzo genialne.

3 Czerwiec 2007

Dużo się dzieje, a Ja nic nie piszę. Byłem na w solarium, już dwa razy. Długo zajęło mi, zanim odważyłem się tam wejść. Za pierwszym razem tylko przeszedłem koło tego budynku – zły dzień. Ale już za drugim razem było lepiej. Wszedłem do środka i.. jakie szczęście – byłem sam!

- Proszę pani *nerwowe rozglądnięcie po solarium*, chciałem się opalić.
- Pan pierwszy raz w życiu?
- No tak…

I tak wyszło, że pierwszy raz byłem pięć minut. W tym stojącym – trzeba to zaznaczyć! ;p

Drugi raz byłem w piątek, już 7 minut. A teraz zamierzam pójść w poniedziałek. Chcę jakoś lepiej wyglądać. Wypadałoby jeszcze poćwiczyć, nabrać wagi – tak do przynajmniej 65kg (a nie jak teraz 55…). Mógłbym być jeszcze wyższy, ale ok – to przeboleje.

Byłem na prawo jazdy. W czwartek pierwszy raz jeździłem po Koninie! Całe dwie godziny. Po centrum i w ogóle. Wspaniała rzecz. Bardzo się tym stresowałem, ale wyszło mi to. Trochę jestem za mało pewny siebie i nie wiem jak to zmienić, ale w końcu mi się uda. Następna lekcja w środę.

Znajomość z Kasią rozwija się w niebezpiecznym kierunku. Ta dziewczyna tak pała erotycznością, że nieraz trochę mną ponosi i daje ponieść się emocjom. Ostatnio zachowuje się tak niedojrzale… Poprzez sms’y opisuje moje fantazję. Ona mi i na odwrót dajemy sobie do zrozumienia, że chcielibyśmy z sobą być. I nieźle się zabawiać.

Oczywiście jestem niemal pewien, że nic z tego nie wyjdzie – jestem raczej nieśmiały. Ale nic sie nie stanie, jeśli trochę umilę sobie czas z nią. Nawet się z nią spotkam, a co! ;)

Tylko jeszcze nie teraz. Trochę popracuje nad sobą. A nóż widelec, coś jednak z tego wyjdzie. I okaże się, że znaleźliśmy się u niej w domu, gdy rodziców w nim nie będzie.

A i jeszcze coś. Na bierzmowaniu byłem. Zdałem. Wybierzmowali mnie. Od dziś jestem Michał Robert Józef Cichocki ;). W dzień dziecka zostałem wybierzmowany.

« Nowsze wpisy

© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress