Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Po (a raczej przed, to znaczy w trakcie) rozwodzie matki z ojcem przenieśliśmy się do babci. I tak mieszkamy u niej może ponad rok. Nie jest to super mieszkanie, nie ma luksusów, nie ma… długo by wymieniać. Jednak gdzie mieszkać mamy. Nieraz też mnie drażnią te mury. Denerwuje mnie wszystko, rzygać mi się chce, jak widzę to mieszkanie, ale cóż mam zrobić?
Dzisiaj przyszła do mnie mama, usiadła na wersalce i zaczęła nieśmiało:
- Bo wiecie, że Ja szukam mieszkania… I tak właściwie… a powiem Wam, chociaż miałam nie mówić, żeby nie zapeszać. Znalazłam dla nas dom! Wczoraj jedna pani przyszła do cioci i powiedziała, że ma w domu dwa pokoje do wynajęcia za 250zł.
Podszedłem do tego sceptycznie, bez entuzjazmu:
- Mmm, fajnie. Gdzie?
- Tutaj, koło Uroczyska.
- Ciekawie, a czemu tylko dwa pokoje, a nie cały dom?
- Nie wiem, wiem, że tylko dwa pokoje. A może chcecie przejść i je zobaczyć?
- [brat] Nie chce mi się
- [Ja] A Ja chętnie się przejdę
- [brat] No to też idę
- No, to Ja się ubieram. Właściwie to chodzę praktycznie tam codziennie i na niego patrze
Cóż. Poszliśmy i okazało się, że ktoś tam jest. Pierwszy raz. Wcześniej nikt tam nie zaglądał, a dzisiaj się trafiło i ktoś był. Mama przyśpieszyła kroku i weszliśmy przez podwórko do domu. W środku też nie ma luksusów, ale jest tam bosko! Własny ogródek. Dom, cały nasz. Oczywiście daliby nam dwa pokoje, nota bene większe niż mamy tutaj teraz… + kuchnia + łazienka + przedpokój no i oczywiście ogródek! Grill i te sprawy. Zaraz zacząłem wyobrażać jak to będę tutaj urządzać. Własny pokój, sam bym miał swój. Mieszkalibyśmy tam we trójkę – Ja, Przemek i mama. Cudo.
- Dzień dobry
- Proszę, prostooo *krzyczy jakiś gość*
- Dzień dobry… Proszę pana, bo słyszałam, że macie tu Państwo pokoje do wynajęcia. To nadal aktualne?
- Mmmm, spóźniła sie Pani. Jutro przyjeżdża tu kobieta i odbiera klucze
Zonk.
Ogólnie gość był bardzo do nas pozytywnie nastawiony. Mama rozmawiała z nim z 15 minut, Ja też co jakiś czas wtrącałem swoje dwa zdania. Przyznał, że bardzo żałuje, że te pokoje nie powędrują do nas…
- Fajne chłopaki. Kogoś takiego szukałem. To dom po mojej matce, szukałem kogoś kto by się nim zajął. A widzę, inteligentne chłopaki, z panią… Ach, szkoda, szkoda. No, ale już jej nie odmówię. Teraz nawet mi głupio.
Mówi się trudno. Dom super, trochę się spóźniliśmy, no cóż. Mówi się trudno. Ja tam olałem sprawę, ale moja mama niestety nie. Ona zaraz musi nad tym rozmyślać, tutaj płacze, lamentuje. Co poradzić? Przejdzie jej niedługo.
Bardzo jednak mnie zaskoczył, wręcz przeraził jej pomysł. A zważając, że piszę to w sieci, gdzie każdy może mieć do tego dostęp, gdyby tylko chciał. Wystarczy trochę umiejętności, nie napisze o co dokładnie chodzi. Tak mnie to przeraziło, że zapamiętam to długo, długo.
Nie wiem, jak ona mogła o tym pomyśleć? Pomyślała o tym. Jak mogła mi o tym powiedzieć? Chciała, abym jej coś poradził? Od razu rzuciłem jej… co Ja jej rzuciłem? Zdziwiłem się i coś tam powiedziałem, że to głupota i tak dalej. Nie wiem czy mnie posłuchała, bo później powiedziała, że jeszcze tam zadzwoni i spyta się o konkrety… Co za głupoty chodzą jej po głowie. Ja wiem, chce dobrze, ale są granice ;f
Na Shreku Trzecim, z Zuzą. Ale nie o filmie chciałem, chociaż o nim też trochę napomknę. Będąc w kinie spotkałem znajomych. Znajomych, których nie darze za dużą sympatią… Ogólnie rzecz biorąc – bardzo się nie lubimy. Taka mini gangsta Konina.
Tak trochę źle się poczułem – aż odchodzą mi chęci pisania o tym… Siedzieli ławkę dalej od nas, która była oddzielona jednym dużym kwiatem, czy drzewem. Raz nawet przeszedłem koło nich. Selu, siostra mafii, a reszty to nie znam, ale trochę ich było. Nie to, żebym się ich bał, ale co to by było, gdyby mnie poznali i przy Zuzie zaczęli się do mnie pluć? Pewnie byśmy się tam pobili… Wstyd jak nie wiem co. Więc ich unikałem lekko. Jak koło mnie przechodzili głowę odwróciłem w drugą stronę… Takie, ysz…
No cóż, ogólnie nie zauważyli mnie. Poszliśmy do kina, obejrzeliśmy film i właściwie bardzo miło mi się z Zuzą rozmawiało. Nie wiem tylko, czemu miałem wrażenie, że Zuza ustawiła sobie pytania. Tak na wszelki wypadek, gdyby nie było tematów do rozmów, to wymyśliła sobie kilka takich, abyśmy rozmawiali. I ogólnie rzecz biorąc to rozmawialiśmy cały czas. O 17.15 zaczął się film, skończył o 19 i do 21 sobie szliśmy i rozmawialiśmy.
Było ciekawie. Pod koniec tylko chciała mi oddać pieniądze za kino… Strasznie głupio się poczułem, oczywiście ich nie wziąłem (gdy wyjęła kasę i coś zaczęła o niej wspominać rzuciłem
- Patrz Zuza widzisz ten Hotel? Byłaś kiedyś tam… *xD*).
Prawda, że to chłopak powinien odprowadzić dziewczynę do domu, a nie na odwrót? Ale Zuza odprowadziła mnie na przystanek, dopiero później coś mi zaświtało w głowie i nie zważając na jej protesty poszedłem z nią do domu. Niestety dupa Michał, przechodząc koło następnego przystanku, na który właśnie wjechał autobus został „wepchnięty” do niego przez Zuzę… Oferma ze mnie. Powinienem ją odprowadzić do tego domu! Jestem za bardzo uległy.
Oprócz tych potknięć na końcu spotkaniu było super. Rozmowa, spacer i te sprawy. Tylko… Właśnie, Ja jestem taki. Hmmm… Nie traktuje Zuzy jako ktoś więcej, tylko koleżanka. Zwykła koleżanka. A lekko wydaje mi się – czytając jej bloga, że ona chciałabym, abym był kimś więcej niż kolegą. Zaprosiłem ją do kina, owszem, może coś to znaczyć, ale NIE ZNACZY. Lubię ją, jest miła, inteligentna, nawet ładna jest. Można by spytać „dlaczego więc nie?”. Bo nie ;). Lubie poznawać nowe osoby, spotykać się, wychodzić z inicjatywą spotkania i tak dalej. Ale nie zawsze muszę oczekiwać czegoś więcej. Zuza jest fajna. Lubie ją, jest moją koleżanką. Tyle.
Dostałem się do szkoły. Technikum im. Mikołaja Kopernika. Kierunek: Technik teleinformatyk. Klasa 1 Ti. Mamy w klasie 6 Michałów (łącznie ze mną) i jedną kobietę – Ewelinę Kałużną, z 29 chłopaków…. Mówi się trudno.
Taką dziewczynę często spotykam. Gdy szedłem zanieść kopie świadectwa stałem tuż za nią, więc ją zapamiętałem. Jeszcze jak staliśmy przy sekretariacie powiedziałem jej, że teraz jej kolej – ona tego nie wiedziała! *xD* i tak położyłem jej rękę na ramieniu. Wyszła pierwsza, Ja zaraz za nią i jak wchodziła razem z mamą do samochodu to się do niej uśmiechnąłem tak lekko.
Dzisiaj poszedłem do szkoły zanieść oryginał świadectwa i… Tak właśnie ona wychodziła z sekretariatu – zapamiętałem jej spódniczkę ;p. Wyszła, jej mama się na mnie dziwnie patrzała.. ale co tam. Czekała na mnie [ta dziewczyna]! *xD* To znaczy nie do końca na mnie… Stałem w tym sekretariacie 15 minut, a ona jeszcze przepisywała książki do kupienia. Miałem już iść, wychodziłem przez drzwi, ale się wróciłem. Stanąłem koło niej i rzuciłem:
- To lista książek do kupienia?
- Tak.
I to wszystko… Postałem chwilę i poszedłem. Mogłem w sumie do niej zagadać…
- Liceum, Technikum?
- Odpowiedź
- Jaki kierunek?
- Odpowiedź.
- Mmm, Michał jestem.
- Odpowiedź.
Ale czym Ja się przejmuje… przecież nie muszę do każdej dziewczyny zagadywać, która trochę mi się spodoba przecież, nie? Ech… dziecinnie się zachowuje. Obiecuje poprawę.
Głupio tak pisać od rzeczy, z nudów – bo nie ma co robić? Może. Tylko głośników mi brakuje… Sam w domu jestem, od niepamiętnych dni i sobie muzykę włączyłem głośno. Jak na mnie, to bardzo głośno i sobie gra :). Tylko mi głośników brakuje, bo te komputerowe, sześcioletnie są… do dupy! Kto mi kazał wierze sprzedawać?
Wspominałem, że Zuza na zakończeniu roku poprosiła mnie o nr. telefonu? Nie, chyba nie. Więc, już mieliśmy iść do klasy po rozdanie świadectw, ale zatrzymała nas dyrektorka, aby powiedzieć słów kilka na zakończenie i tak koło Zuzy stanąłem. To ona zaczęła nieśmiało:
- Michał, masz telefon?
- No mam, a co?
- A dasz mi numer?
- Jasne.
Dlaczego ludzie się mnie stresują? Bardzo stresowała się tym, jak wyjmowała telefon, potem go włączała, a jeszcze potem wpisywała numer. Tak jej ręce drżały :>. No cóż, ale w końcu zapisała sobie numer, Ja miałem jej. Wracaliśmy razem do domu. Najpierw autobusem, potem wysiedliśmy nawet na tym samym przystanku. I w końcu Ja poszedłem do domu, a ona zanieść papiery do szkoły (powinienem ją odprowadzić do szkoły?).
Ja pierwszy wysłałem jej esemesa ;). Trochę zastanawiałem się co by tu jej napisać, bo w zasadzie znaliśmy się z reala, w końcu jedna klasa, ale praktycznie z nią nie rozmawiałem. Pamiętam tylko jedną scenę, kiedy staliśmy wszyscy pod oknem, z grupą chłopaków, a ona do mnie podeszła i o coś tam zagadała. Nie pamiętam nawet o co, ale o coś mało istotnego, aby zacząć ze mną rozmawiać. Jak ją wtedy potraktowałem? Chłodno? Zapewne nie podtrzymałem tematu.
Szczerze to wydawało mi się, że zrobiła to tylko… Ach, no nie wiem. Bo Ja ogólnie małomówny w tamtej klasie byłem, jak jeszcze chodziłem do szkoły. Praktycznie z nimi nie rozmawiałem. Więc pomyślałem sobie, że ona zrobiła to tylko dlatego, żeby… no, mniejsza o to.
Mam Zuzy numer GG. Za często nie piszemy ze sobą, tak tylko. Dalsze wyjaśnienia nie jest koniecznością. Jeszcze napomknąć o dziewczętach chciałem. Ostatnio dużo ich się koło mnie kręci. Nie, żeby mi to szczególnie przeszkadzało, tylko… dużo ich. Rozmawiam więcej z kobietami, niż z facetami. Na GG mam 17 kobiet i 7 facetów – takie osoby, z którymi rozmawiam często. Jest Milena, Ania, druga Ania, Kasia, Magda, druga Magda, Ola, Agnieszka, Martyna, teraz Zuza… Sporo ich jest :>.
Trochę się po prostu zacząłem o siebie martwić, że może coś ze mną nie tak jest? Rozmawiam prawie tylko z dziewczynami… Niee, nie przeszkadza mi co, ani trochę. I wcale źle się nie czuje z tego powodu. Jestem… szczęśliwy.
Skąd wziąć te głośniki? ;f
Dokładnie tak. Jakiś czas temu przeprowadziłem mały eksperyment, aby sprawdzić, czy znając numer GG osoby, możemy dotrzeć do jego adresu zamieszkania. Otóż można i w wielu przypadkach zajmuje to nie więcej niż dwie, trzy minuty.
Wszystko sprowadza się do skorzystania z wyszukiwarki google. Googlujemy numer GG i otrzymujemy masę wyników, która w 80% nie jest powiązana z owym numerem GG (liczby te mogą być statystykami oglądalności strony, czy kawałkiem adresu). Docieramy jednak do tych stron, na których osoba podała swój numer GG – często jest to forum internetowe. Uwierzcie, analizując same posty użytkownika możemy wiele z nich się dowiedzieć. Pomiędzy wersami dotyczącymi gier, sportu i innych głupot są ciekawe informację. W samym profilu użytkownika możemy znaleźć choćby datę urodzenia, która jest bardzo cenną informacją.
Jak pisałem wyżej sam wybrałem jeden nieznany mi numer i zacząłem się bawić w detektywa. Na początku trafiłem na forum internetowe, na którym człowiek ten szukał swoich przodków – szczęściarz ze mnie, prawda? Podał więc mi swoje nazwisko. Następnie trafiłem na stronę, na której były kolejne cenne informacje: data urodzenia, miasto z którego pochodzi, a także nick, który był powiązany z jego imieniem. Dowiedziałem się więc, że jest dosyć młody i w książce telefonicznej nie będzie jego imienia, tylko jego rodziców.
Zajrzałem więc do książki i zdobyłem sześć numerów. Zadzwoniłem do każdego po kolei. Niestety żaden nie pasował – zdarza się. Przejrzałem praktycznie wszystko – jego posty na forum, jego profil na GG, wygooglowałem jego adres e-mail. Nic dalej nie dało się zrobić. W tym wypadku trzeba zastosować zupełnie inną technikę. Może to już trochę gra nie fair, ale chciałem udowodnić sam sobie, że nie jest to dużym problemem zdobyć kogoś dane.
Napisałem do niego. Jest on 18-letnim chłopakiem, więc podałem się za 17-letnią dziewczynę. Rozmowa pięciominutowa i znałem nazwę restauracji, w której ma praktyki. Googlujemy nazwę restauracji i mamy jej numer telefonu. A dalej idzie jak z płatka, dzwonimy do restauracji podajemy się za np. dyrektora szkoły, w której praktykant się uczy i zgłaszamy jakieś nieprawidłowości, które wymagają podanie danych osobowych ucznia. Oczywiście tak daleko się nie posuwałem, ale jak widać kilka chwil szukania i wszystko mamy podane na tacy.
Zdarzają się przypadki, że wpisując w google numer GG zostajemy skierowani do serwisu allegro.pl. Jeszcze jak osoba ma wystawioną aukcję… problem z głowy. Uważajcie gdzie zostawiacie swój numer, a także jakie dane podajecie w sieci.
Zachowanie – bardzo dobry
Religia – bardzo dobry
Język Polski – dostateczny
historia – bardzo dobry
Wiedza o społeczeństwie – bardzo dobry
Język niemiecki – dostateczny
Matematyka – dobry
Fizyka i astronomia – dobry
Chemia – dostateczny
Biologia – dobry
Geografia – bardzo dobry
Plastyka – bardzo dobry
Muzyka – dobry
Technika – bardzo dobry
Informatyka – celujący
Czyż nie jestem geniuszem?! xD Średnia 4,3 – pragnę nadmienić, iż to największa średnia w mojej klasie. Testy gimnazjalne. Część humanistyczna: 36. Część matematyczno-przyrodnicza: 29. Też nie jest źle. Wcale nie przejmuje się tym teraz, że zdałem gimnazjum mając 18 lat… Idę do technikum im. Mikołaja Kopernika na technika teleinformatyka. Będzie dobrze. Przede mną wspaniała przyszłość.
Zaczęło się od ogłoszenia przeczytanego w internecie – „szukamy osób do zbiorów truskawek. Wyżywienie i zakwaterowania zapewnione”. Pomyślałem, że sobie pojadę, co mi szkodzi. Fakt, trochę to daleko (8 godzin tam pociągiem jechałem), ale przecież miało mi się opłacić. Pociąg w jedną stronę 30zł, czyli 20 koszyczków z truskawkami ;).
Wyjechałem więc z rana i na 16 byłem na miejscu. Kielce, Bielini, Ostrów Świętokrzyski, Nowa Huta, czy jak to się jeszcze nazywa. Pierwsze wrażenie? Co to za wiocha?! Jeden dom, dwupiętrowy, dosyć duży, w którym miało mieszkać kilka osób (chyba z 10). Do tego śmierdziało wiochą. Ogólnie nie podobało mi się.
Miałem drobne problemy z przyjazdem. Zamiast stać na PKS’ach poszedłem na busy. I stałem tam z pół godziny, pytając się ludzi o drogę, pomoc, cokolwiek. Nikt mi nie chciał pomóc (chociaż jedna dziewczyna zainteresowała się moim losem ; p). Aż wreszcie wpadłem na pomysł, że może tam gdzie byłem wcześniej (to MZK było, MZK…) to nie PKS. I faktycznie, ulice dalej znajdowała się stacja PKS. Poszedłem do niech, spytałem się jakiś chłopaków kiedy z którego peronu odjeżdża autobus do Ostrowca i okazało się, że mój autobus odjechał kilka minut temu. Trzeba było czekać 40 minut na kolejny. Mówi się trudno. Byłem bardzo sceptycznie już nastawiony. Liczyłem, że pojadę, szybko dojadę tam gdzie miałem dojechać i… coś się wydarzy. A Ja tu takie problemy (z 4 razy do gościa od truskawek dzwoniłem, aż wstyd).
(…)
Dziś taka piękna noc – zacznę tak samo. A Ja się dręczę pytaniami – czy dobrze, że jadę? W tle taka fajna piosenka, której słucham dzięki Milenie.
Byłem dziś na festiwalu (tym na który podobno iść nie mogłem – post wcześniej, albo dwa ;p). Było tak ciekawie… Spotkałem pierwszy raz Laurę – Laurkę, która napisała kiedyś na moim blogu. Potem zaczęliśmy e-mailować i spotkaliśmy się. Ale… to Tylko koleżeństwo :>.
Bardzo podobało mi się, że podszedłem do nich pod bramę i pomogłem „wejść”. Były we trzy, a wejściówki miały dwie, więc wkroczył Michał do akcji xD. Zadzwoniłem do Laury i powiedziałem, żeby na mnie poczekała, zaraz przyjdę i je wpuszczę *gosciu*.
Podszedłem do bramki, gdzie było trzech ochroniarzy i rzuciłem:
- Te dziewczyny są ze mną. Miałem dostać od Pani W. wejściówkę, ale zapomniała mi dać.
Nie czekając na ich protesty podszedłem do dziewczyn i zachęcającym gestem powiedziałem:
- Zapraszam.
Nie musiały nawet dawać dwóch wejściówek xD. Podały je innym dziewczynom. Poszliśmy potem na widownię, posiedzieliśmy trochę i.. Tu było trochę gorzej, bo rozmyślałem nad tym wyjazdem jutrzejszym, czego robić nie powinienem. Miałem się bawić, a nie przymulać.
Zrobili nam nawet razem zdjęcie (mi i Laurze), tak dla żartów rzecz jasna. Zdecydowanie dla żartu. Poszliśmy potem na dół no i jak to nastolatki zaczęły sobie tańczyć… a Ja nie lubię no xD. Zamiast tańczyć z nimi stałem sobie tylko i leciutko podrygiwałem nogą…. ;p. Nie to żebym głupio wyglądał czy coś, ale dziewczyny lepiej się bawiły ode mnie.
No cóż. Jeśli chodzi o dzień jutrzejszy ,to wyjeżdżam do Kielc na zbiory truskawek. Na dwa tygodnie. I tu się właśnie zastanawiam, czy dobrze robię? Nawet jeszcze mamie nie powiedziałem o tym. Właściwie to nikt o tym nie wie… ;p. Ale zaraz jej powiem. Wyjeżdżam do Kielc, sam mam na bilet i w ogóle wszystko sam załatwiałem :). Ależ jestem z siebie dumny. Ciekawe jak mi to wyjdzie. Opis za dwa tygodnie.
I NOTES. Pomysł z dziś – Mileny. Notes, w którym będę opisywał zdarzenia i przypadki, o których chce opowiedzieć. Przez dwa tygodnie uzbiera sie tego pewnie kilkanaście stron. To ktoś będzie miał czytania… xD
EDIT: Taaak… To ten, nie to żebym jakoś strasznie okropnie się czuł… Tylko wczoraj wieczorem było zdecydowanie lepiej. Dzisiaj jakoś dotarło do mnie, że jadę. Nie wiem z kim będę pracował. Może się nie zaaklimatyzuję, czy coś? Właściwie dwa tygodnie to nie jest tak dużo, co nie? Może jeszcze bym i napisał, że wielu rzeczy i nie tylko rzeczy będzie mi brakować. Ale to tylko DWA tygodnie. To nie koniec świata. Szybko zleci.
Poprzednie wpisy »