Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.


17 Maja 2007

Głupi temat. Nie podoba mi się, ale po 30 sekundach rozmyślania ten wydał mi się najlepszy.

Byłem dzisiaj w szkole. W mojej szkole – gimnazjum. Tak wstałem z łóżka i myślę, że straszne nudy u mnie są. Więc pomyślałem, że przejdę się do szkoły. Pogadam z kumplami, może jakiegoś wyciągnę na wagary (wiem niemoralny jestem). I byłoby fajnie. A tu się okazuje, że nikogo nie ma. Łukasz jednak nadal jest w ośrodku, chodzi do innej szkoły. Pawła w szkole nie ma od 3,5 miesiąca i też niedługo do ośrodka poleci. Jest Emil, ale w klasie, na lekcji.

Spotkałem Borysa, takiego dzieciaka z naszego osiedla. Rzucił mi kilka ciekawych newsów w życia mojego dawnego osiedla, w które nota bene nie wierze, bo w głowie mi się to nie mieści. Cała ekipa mi się wykrusza powoli…

Ale chciałem jeszcze o czym innym. Jednak zanim zacznę chcę ogłosić, że lubię chodzić. Jeśli mam wybór: jechać autobusem 15 minut, albo iść na pieszo 45 to wybieram pieszo. Powodów jest wiele, np. będę dłużej poza domem i w ogóle lubię chodzić i obserwować. Myśleć.

Więc dzisiaj ze szkoły do domu wracałem na pieszo. Po drodze był McDonald – nie mogłem do niego nie wejść i nie kupić sobie hamburgera. W drodze nic sie nie wydarzyło. Ludzie koło mnie przechodzili. Przechodziłem przez okolice kilku szkół, pod którymi stali duże chłopaki, którzy zapewne wybierali się powoli zapalić ziółko. Tam wszyscy palą. To tak jak piwko.

A teraz o czym jeszcze chciałem. Trzeba być niezwykle uzdolnioną osobą, aby narobić sobie takich kłopotów jakich narobiłem sobie Ja. Mieszkam w Koninie, mieście, w którym jest kilka osiedli. I nie wiem, czy istnieje takie, gdzie nie znają mojej ksywy, nazwiska i tak dalej.
Ściga mnie zatorze. Ściga mnie legionów. Ściga mnie MOJE OSIEDLE – praktycznie wejść tam nie mogę. Ściga mnie piąte. Ściga mnie trzecie. Kto to mnie jeszcze ściga? Nie mogę wyjść i pochodzić sobie po Koninie. Niedługo będą dni Konina. Miło byłoby tam wyskoczyć, zobaczyć co się dziać będzie. Ale nie… Michał nie może tam iść. Tam na pewno będzie jakaś osoba, z kolegami, która go zna z tej złej strony. I już nie tylko ta osoba będzie mnie nienawidziła, ale i Ci koledzy. Skończy się na tym, że na takim festynie źle się będę czuł.

W ogóle w Koninie wszędzie się źle czuje. Taki strach, że zza rogu może wyjść jakiś ktoś komu kiedyś coś zrobiłem i teraz będzie chciał mi się za to odpłacić. A takich osób jest bardzo wiele. Za wiele. Nie potrafię ich nawet zliczyć. A to już źle świadczy, bardzo źle. Nie mogę ruszyć się nigdzie!

I nie do końca prawdą jest, że jestem bardzo nietowarzyski. Rozmawiam przecież z ludźmi, może nie jestem wygadany, ale z nimi gadam. Problemem są Ci wszyscy, którzy coś do mnie mają. I jeśli się z tego Konina nie wyprowadzę, to nie będzie dobrze.

A jeszcze coś. W nowym roku szkolnym chcę iść do Kopernika. To jest dobra szkoła, podoba mi się. Ma dobrą opinię i tak dalej. Ale jak tam pójdę, jeśli cały Konin mnie zna? Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tej szkole nie uczy się ktoś, kogo Ja znam? Małe. Jednak powiedziałem sobie, że ogólnie mam to gdzieś. Nawet jeśli będę źle się czuł w tej szkole. Jeśli nikt ze mną gadać nie będzie. Jeśli… no jeśli ogólnie będzie źle to i tak będą tam chodził. I skończę tą szkołę, choćby nie wiem co. Skończę szkołę i pójdę na studia. I tak będzie.

Aha, bym zapomniał. Idąc sobie do domu ze szkoły, układałem sobie posta w głowie. Miałem napisać jeszcze, że to jaka teraz jest sytuacja to wyłącznie moja zasługa. I należy mi się. Skrzywdziłem wiele osób, a teraz płacę za to. Proste.

16 Maja 2007

Dzisiaj wstałem, zadzwoniłem, wypytałem się i idę na prawo jazdy. Na początku do lekarza. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Dzień dobry. Chciałbym zaświadczenie o możliwości kierowania pojazdem.
- Przechodził Pan jakieś choroby?
- Nie.
- Złamania?
- Nie.
- Dłuższe pobyty w szpitalu?
- Nie. *śmiech lekarza* Okaz zdrowia jestem.
- A okulary, jaka wada?
- -1
Podał mi tą karteczkę, na której napisane są literki i kazał czytać. Przeczytałem, wypisał zaświadczenie i do Laudy.

W Laudzie dziwne. Gość młody, może w moim wieku. I on mnie będzie szkolił? Ale niech będzie, mam przyjść w piątek o 16 na pierwsza lekcje teoretyczną. Wykład, czy coś. Musiałem wypełniać formularz trzy razy… Ja to jestem… przemilczę.

Jeszcze tylko rozmowa z panią pielęgniarką chyba w tej przychodni (telefoniczna).

- Dzień dobry, Michał Cichocki z tej strony, chciałbym się umówić na wizytę z doktorem Janiakiem
- Prywatnie?
- Nie, w przychodni.
- Proszę nazwisko
- Cichocki
- *Głos w oddali* podaj mi kartę Cichockiego.
*czekam*
*czekam*
- Rok urodzenia?
- 1989
- adres?
- Przemysłowa 3c
- Nie ma pana karty.
- Może jej jeszcze nie założyłem?
- No to jak chce sie pan umówić z doktorem Janiakiem?
- To może Ja przyjdę i się zarejestruje?
- No dobrze, a o co w ogóle chodzi?
- o prawo jazdy. To bez rejestracji proszę przyjść.

dd

15 Maja 2007

Wstaje rano. W głowie mam ułożony plan z wczoraj wieczór. Więc wstaje, można powiedzieć planuje gdzie zaraz pójdę i co zrobię. Wchodzę na stronę WWW kempingów z Mielna i spisuje numer, potem sprawdzam rozkład MZK, żeby sprawdzić o której mam autobus. Następnie wgrywam sobie muzykę na empetrójkę pożyczoną od brata. Wszystko układa się wspaniale.

Czekam, aż mama wyjdzie do pracy, wtedy wyjdę, wypłacę kasę, kupie potrzebne rzeczy i będę miał zaledwie 20 minut do wyjścia na autobus – akurat na spakowanie się. Jest pięknie, pogoda super, wszystko gra.

Będę miał całe 10 dni odpoczynku, nad morzem, sam, w ciszy i spokoju. Bajka. Ale nie… Przypomniało mi się, 21 trzeba iść na badania lekarskie, nie można tego odłożyć na inny termin. To co, mam całe pięć dni odpoczynku. Pięć dni! Jednak po chwili przychodzi do mnie wuja
- Michał masz dzisiaj 16:30 iść do księdza.
- Dzisiaj? A nie mogę przełożyć to na inny termin?
- Nie, jak nie pójdziesz, to zostaniesz wykreślony.
… ;f

Dobra, można pojechać po 21. Też będzie dobrze. Nie, nie można! 25 mój kuzyn ma urodziny – osiemnaste, trzeba iść, nie wypada nie iść, on u mnie był. Dobra, to po 25 jadę! Niee, nie jadę. 1 czerwca mam bierzmowanie ;>. Nie opłaca jechać na cztery dni.

Czemu wszystko mi się popsuło?! I mogę jechać do Mielna dopiero drugiego czerwca?! To jest za całe dwa tygodnie.

14 Maja 2007

Czego jesteś pewien?

Jestem pewien, że właśnie piszę tego posta. Jestem pewien, że za moimi plecami jest włączony telewizor i wydaje jakieś dźwięki. Jestem pewien, że 2+2=4. Jestem również pewien, że wczoraj było słonecznie.

Czy mogę jednak napisać, że jestem pewien tego, że za chwilę napiszę rzeczy, których pewien nie jestem? Tak się składa, że nie. Za chwilę mogę dostać ataku serca, ktoś może wedrzeć się do mojego mieszkania i strzelić mi w głowę, coś za oknem może odwrócić moją uwagę od tego posta. Możliwości jest wiele.

Nie jestem pewien, że skończę tego posta. Nie jestem pewien, że zapowiadany program w TVN’ie zostanie nadany. Nie jestem pewien, że motywy podawane w książkach historii są zgodne z prawdą. Wielu rzeczy nie jestem pewien, mógłbym rozdrabniać się na małe szczegóły i wymieniać tak godzinami.

Ogólnie rzecz biorąc, jestem pewien tylko teraźniejszości. Przyszłości w żadnym stopniu nie mogę być pewien. Bo jaką mam pewność, mówiąc koledze, że oddam mu 20zł nazajutrz, skoro jeszcze dziś może mnie potrącić samochód? Przeszłość możemy różnie postrzegać. Jest przeszłość NASZA, którą przeżyliśmy i jesteśmy jej w 100% pewni. Jest również przeszłość czyjaś, której pewni być nie możemy, jeśli nie jest udokumentowana wiarygodnymi dowodami.

Często używamy zwrotu „na pewno„, który w wielu przypadkach nie ma żadnego pokrycia.

12 Maja 2007

Po pierwsze, sen sprzed bodajże dwóch dni.

Rozmawiam z Mileną na GG, a po chwili, ona pojawia się za moim oknem z notebokiem z ręku i woła mnie do siebie. Nie pamiętam co zrobiłem, ale bardzo do niej wyjść chciałem

Sen drugi. Śniło mi się, że jestem u jakiegoś gościa i przegrywam płytę dla kumpla. Częstuje mnie ziółkiem i jedziemy gdzieś jego samochodem, po drodze zabijając jakiegoś gościa – niechcący zapewne, nie pamiętam.
Ale cóż, zabiliśmy gościa i poszliśmy do poprawczaka. Akcja przenosi się właśnie tam i uciekam z niego. Długo to trwa, muszę mocno zranić jednego ze strażników, ale udaje mi się uciec. Wychodzę przez okno na dach i skacze z niego na ziemię. Przechodzę koło pól minowych i dochodzę do… Torowej. A stamtąd przez garaże na przemysłową. Dochodzę do kumpli i proszę ich o pomoc. Patrze, policja jedzie… Próbuje schować się u kuzyna w piwnicy. I jestem zdołowany.

Dlaczego? Bo nie mogę normalnie wejść do domu, włączyć komputer i porozmawiać z Mileną. A to znaczy, że… źle ze mną. I coś zrobić muszę, nie? :>

Oprócz tego sen sprzed jakiegoś czasu, który bardzo mi sie podobał:
A więc. Cała akcja zaczyna się od tego, że jadę do USA. Wsiadam do pociągu i jadę. Jestem już na miejscu, wysiadam z pociągu i (szkoda, że nigdy nie pamiętam do końca snów ;/) był jakiś wątek z Bill Gatesem… Coś o jego samochodzie chyba… Ale omińmy to.
Idę ścieżką (pamiętajcie, że wysiadłem na peronie w USA! i idę ściążką ;P) i wychodzę na ulicę. Jestem bardzo podekscytowany, bo nigdy nie byłem w USA i zawsze chciałem je zobaczyć. Ukazuje mi się marny obraz blokowisk ;/ Cóż, trochę się zdołowałem, ale idę dalej, chcę zwiedzić USA (myślę tylko o jednym: Żeby się nie zgubić i próbuje pamiętać gdzie idę, aby móc wrócić na peron).
Skręcam w lewo i widzę moje osiedle! Widzę mojego ojca na balkonie (lol :P). Podążam więc do niego (idę dość długo, bo ze sporej odległości go widziałem). Pierwsze słowa jakiego do niego powiedziałem to (znów moja pamięć… Powiedziałem coś po angielsku, a że nie umiem angielskiego, to kichowato mi to wyszło ;P) chyba „hi”, a potem hałorju (sorry, że pisze tak jak się mówi :P).

On coś mi tam odpowiedział, nia pamiętam dokładnie co. Ale idę dalej, teraz do bloku. Dzwonie po kumpli (teraz nie pamiętam co się wydarza w między czasie, ale znajduje się w bloku z kolegami), wychodzę i znajdujemy się w bloku (oni mówią po polsku :P). Teraz zauważam coś „dziwnego”. Wszystko jest tu rozbudowane. Klub (bo mamy na osiedlu klub) jest rozbudowany, jest dużo większy, hotel też jest rozbudowany, nawet mamy w okolicy więcej bazylik (a dotychczas tylko jedną, teraz jest ich z 7). Moi koledzy nic się nie zmienili, są tacy jacy byli… Nie widzę tylko jednego – Łukasza. Pytam się więc Adriana (brat Łukasza), gdzie jest Łukasz? Powiedział, że w domu, więc powiedziałem, że po niego idę. Teraz akcja znów się kończy i nikogo nie ma, jestem tylko Ja, który idzie po Łukasza. Dzwonie po niego i odbiera jego mama: Jest Łukasz?
- Nie ma.
- A Adrian?
- nie ma.

Dół. Wjeżdżam na górę i spotykam Sebastiana, Kamila (i kogoś jeszcze, ale nie pamiętam kogo). Pojawia się w moim śnie również wątek różnych cukierków… Nie wiem konkretnie jakich, ale utkwiło mi to w pamięci :P Proszę (chyba) Sebastiana, żeby zapukał po Łukasza i Adriana. Wreszcie wyszedł Łukasz. Nie wiem skąd mi teraz to przyszło do głowy, ale proszę Łukasza, żeby pożyczył mi kasę na pociąg bo chcę wrócić do domu. On mówi, że nie ma czasu i idzie grać w konsolę, to samo powiedział Adrian… Proszę więc innych kolegów, ale Sebastian również odmawia, Kamil też… Jedynie Paweł (o teraz mi się przypomniało kto jeszcze tam był :P) pożycza mi 25 groszy (lol!).

Pomyślałem o cioci, mieszka właśnie na moim osiedlu, nie wiedzieć czemu nie poszedłem do niej. Zdołowany wróciłem więc na peron i pojechałem na gapę :P

11 Maja 2007

Dziś, byłem zanieść papiery do szkoły. Technikum im. T. Kopernika, kierunek: technik teleinformatyk. Poszedłem, zaniosłem – pani doczepiła się do wieku. Dziwne to przecież nie jest, pretensji do niej nie mam. Nawet powiedziała mi, że to nie ma żadnego znaczenia, czy starszy jestem, czy nie. Ogólnie więc jest dobrze.

Trzeba jeszcze zrobić te badania. Nie wiem po co one są, ale są, więc zrobić je trzeba. 22.05.2007 dopiero.

Wczoraj? Nie, raczej nic się nie działo.
Przedwczoraj? Chyba też nie ;>.
Dzisiaj? Może trochę przygnębiająca sytuacja, w której koleżanka się na mnie fochnęła. Niby nic, ale jednak trochę to męczy. Takie… jakby to wytłumaczyć. Chciałoby się jej coś powiedzieć, może przeprosić. Żeby wszystko wróciło do normy. Zwykłe rozmowy, żebym mógł jej mówić znowu o wszystkim i tak dalej. Ale nie wiadomo jak. I ogólnie jest źle. Trzeba poczekać. Czas robi swoje. Mam nadzieje, że już niedługo.

10 Maja 2007

Nauczyciele mnie olewają. W ciągu tygodnia przychodzą do mnie dwie nauczycielki.
Tydzień minął:
- Poniedziałek: Miała przyjść pani od niemieckiego. Nie przyszła, nawet do mnie nie zadzwoniła
- Wtorek: Lekcji brak. Pani od fizyki jest na urlopie, do… połowy czerwca
- Środa: Miałem geografie, która zamieniła się w informatykę.
- Czwartek: Dzisiaj miała być pani od polskiego, ale przyszedł sms: nie dojadę. Zadzwoniłem i spytałem kiedy przyjdzie? „Poinformuje Cię”.
- Piątek: Mam wolne. Pani od matematyki się nie zgłasza. Drugi tydzień nie mam z nią lekcji.

Oni mnie olewają! Nic się nie interesują. Tak na „odwalenie” do mnie przychodzą. Żeby przyjść, odwalić robotę, aby było i zgarnąć kasę. To nic, że nie będę nic umiał, w szkole średniej. Po co się czymś takim przejmować.

Drażnią mnie po prostu. Dwie godziny tygodniowo… To lekka przesada. Ale oceny będę miał ładne. Z geografii mi się 5 szykuje, matematyka: 4, fizyka: 4, chemia: 4, biologia tak samo, polski tu raczej 3, niemiecki też. Co tam jeszcze jest? Takie gówna jak informatyka (6) i technika (5), nie biorę w ogóle pod uwagę, co i po co? Nawiasem mówiąc religii, w-f, muzyki i plastyki w ogóle nie mam ;).

Nie podoba mi się to.

9 Maja 2007

Właściwie to miałem wybrać się do tej szkoły dla dorosłych – Centrum Szkolenia „Wiedza”. I po niej iść do szkoły policealnej, ale dowiedziałem się, że po niej nigdzie mnie do pracy nie wezmą :>.

Pójdę do technikum, normalnego – dla uczniów po gimnazjum. Kierunek: Technik teleinformatyk. Zawód ciekawy, teraz mi się podoba. Może potem pójdę na studia – bym chciał. I coś tam zacznę robić ;p.

Nawiasem mówiąc: Program napisałem. Od dawien dawna nie miałem nic wspólnego z Pascalem. Wreszcie, napisałem małe coś xD. http://www.mcichocki.pl/JA/prog_informatyka.exe.

« Nowsze wpisyPoprzednie wpisy »

© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress