Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Tak! To taka pierwsza chwila w moim życiu, kiedy wygrałem coś w grze głupiej, bezsensownej, w której można liczyć tylko na szczęście.
W życiu nie wygrałem więcej niż 10zł, a dzisiaj, raz, dwa i 70zł w kieszeni.
Idąc do domu kusiło mnie, żeby wejść do kolektury i kupić jakąś zdrapkę. Wszedłem i poprosiłem panią, aby dała mi zdrapkę za dwa złote. Podrapałem, podrapałem. No jest dwa. Kupiłem więc kolejną. Drapie, drapie – nic ;f. W portfelu zostało mi dwa złote drobnych, więc poprosiłem jeszcze jedną. Drapie, drapie – no coś tam jest… Pytam się tej miłej pani co to znaczy, jeśli tu są dwie siódemki, a ona mi mówi, że 14 zł mam. Miło. Ale ona się tak przygląda tej zdrapce i przygląda, i mi mówi:
- Przepraszam, jednak wygrał pan 70zł.
- Eee, tak? No to fajnie.
To by było na tyle.
Jestem takim uczuciowym chłopakiem, który kieruje się emocjami i… uczuciami. Wszystko się tak szybko zmienia.
Niby chciałbym przeżyć jakąś przygodę, poczuć że żyję. Ale z drugiej strony, nie chciałbym się nikim bawić i nikogo ranić. Niedawno zaczepiła mnie dziewczyna na fotce. Dziewczyna, jak dziewczyna. Kasia ma na imię. Ma rudę włosy. Pisze mi, że jest spokojna, nieśmiała i cicha. Ale lubi się też bawić. A na koniec pisze, że się we mnie zakocha. Ja reaguje na takie rzeczy…
Niby mógłbym się z nią spotykać. Nawet z nią być. Tylko dlatego, żeby coś w moim życiu się działo. Ale to byłaby dla mnie tylko zabawa. W którymś momencie chyba bym to zakończył. Nie mogę tego wiedzieć, może po jakimś czasie coś tam bym do niej poczuł, ale.
Chciałbym poczekać na kogoś, kogo znam długo, na kim mi zależy. Kogoś bliskiego :>. No i wszystko się psuje. Pewnie, jak Kasia wyjdzie z propozycją spotkania, to spotkam się z nią. Jeśli mi się spodoba, to będę z nią. I trochę boje się, że coś może się popsuć. Coś, na co czekam kilka tygodni, jak nie miesięcy. I może być tak, że kilka miło spędzonych tygodni, zepsuje coś, co mogłoby trwać kilka… może zawsze.
A może to właśnie Kasia, byłaby tą. Tą dziewczyną, z którą chciałbym być zawsze. Ale nie można o tym decydować po dwóch dniach znajomości. Co innego osiem miesięcy :>. Po ośmiu miesiącach można już kogoś poznać. Czegoś się o niej dowiedzieć. Osiem miesięcy, to kupa czasu. Nie chciałbym tego zaprzepaścić. Przez jakieś tam moje pragnienia.
Poświęciłem już trochę dla tej znajomości ośmiomiesięcznej. Jakiś czas temu kupiłem sobie ziółko. Spaliłem rurkę i zostały mi jeszcze trzy. Na drugi dzień, miałem wybór spalić to i zaryzykować popsucie relacji między mną, a tą koleżanką (co już się wcześniej zdarzyło), albo wyjść i wywalić to świństwo w cholerę. Co zrobiłem? Wywaliłem. Wydałem na to 20zł i pozbyłem się tego. To nic, że miałem ochotę zapalić. Bardziej dla mnie liczyła się znajomość.
I to mnie właśnie uświadomiło, że to jest TA. Ta dziewczyna, która mogłaby być tą jedyną.
22.06.2009r.: Na Boga, która? Która to dziewczyna? Nie mogę sobie tego przypomnieć… I jak mogłem wywalić ziółka za 20zł?
Spotkałem się dzisiaj z kolegami. Z dawnymi kolegami. Przechodziłem akurat z kubusiem, w słuchawkach na uszach, wyluzowany, a tu cała grupka sobie stoi. Podszedłem
- Siema menda *Uścisk*
- O i Kazik *Uścisk*
- Leszek… *Wyciągnięcie dłoni*
Olał mnie. Wisi mi to i powiewa. Poszedłem sobie dalej, rozluźniony, gdyby nigdy nic. Wszedłem do ipofesjonal obstawiłem sobie Polską ligę (mam do wygrania 100zł) i pojechałem do domu.
Zaraz mam lekcje matematyki, na których chce zapytać się o faktoryzacje. Ciekawe czy będzie wiedziała i potrafiła mi wytłumaczyć.
A dzisiaj rano jeszcze miałem niemiecki. Pani przyszła, posiedziała i w pewnym momencie, powiedziała mi, że nie da rady, źle się czuje i musi iść do domu. Powiedziałem, że na nią poczekam… (jaki jestem pusty). A ona się na mnie patrzy takim, bliskim płaczu wzrokiem i załamanym głosem mówi
- Ale, Ja już nie wrócę.
Tak przepraszająco i prosząco, że aż głupio mi się zrobiło. Zaraz jej powiedziałem, że nic nie szkodzi i jeśli się źle czuje to niech idzie. Coś tam, coś. No i poszła.
Taki niespójny ten post – prawdziwy blogasek! Widziałem jeszcze rano takiego pana. Szedłem akurat z różą do domu (na Dzień Matki) i zaczepił mnie taki gość na ławce, z plecakiem.
- To jest ulica plac zamkowy, tak?
- No tak.
- A pan jest stąd?
- No tak, stąd.
- A gdzie tu jest zamek?
- Zamek.. No tak, powinien być zamek, ale pojęcia nie mam. Może to o tamten kościół chodzi?
- No właśnie tak siedzę i zastanawiam się, gdzie jest ten zamek.
- Hmmm.. Pojęcia nie mam
*chwila zadumy*
- Cóż, przykro mi, że nie mogłem panu pomóc.
- Nic sie nie stało. Miłego dnia.
- Dziękuje i wzajemnie.
Potem od Babci dowiedziałem się, że dawno temu, przed wojną był tu zamek.
Nic się właściwie nie dzieję. Trochę olałem panią Beatę na rzecz kursów, na prawo jazdy. W czwartek, za tydzień będę pierwszy raz jechał po ulicach Konina. Niech Bóg ma w opiece, wszystkich tych…
Dzisiaj wracając ze sklepu usłyszałem jedno zdanie, wypowiedziane przez chłopaka:
- Widzę, że jednak nic się nie zmieniłaś od tamtego czasu.
- No popatrz.
Chłopak odszedł, zostawiając dziewczynę samą, która stała, wpatrzona w jego plecy. I tak stała i patrzała się na niego, jak odchodzi. Tak jakby chciała krzyknąć za nim, żeby wrócił, żeby jej nie zostawiał. Nie wiem. Nie wiem, czemu ta scena wywołała u mnie jakieś emocje, ale wywołała.
Patrzałem się tak na tą dziewczynę i szedłem dalej.
Milena dzisiaj rzuciła jedno zdanie od tak, broniłem się od tego.
- Michał, bo Ty jesteś bardziej wrażliwy niż Ja.
No jestem wrażliwy. Co ja na to poradzę. Jak widzę taką scenę, jak powyżej, to szkoda mi tej dziewczyny. Jak czytam dołującą historie, to współczuje osobom, w niej występującym. I tak dalej, przykładów można by mnożyć i mnożyć.
Dzisiaj, przed chwilą poczułem… zapach. Ale, jak taki zapach opisać? Jak przekazać co czuję (w sensie emocjonalnym), gdy czuje to co czuje (w sensie wonnym)?
Czuje świeżość, noc, dwór. Ale czuję też. Czuje też coś, czego opisać nie umiem. Bo nie do końca wiem co czuje. Ale COŚ(!) czuję. Coś, co już było. Coś, co mi się podobało. Coś, co mnie pociągało i co mnie zmieniło. Coś, czego tutaj nie opiszę
*Prawdopodobnie chodzi o Magdę. Taki zapach czułem wtedy, gdy spotykałem się z Magda. To wtedy czułem. Na pewno to?
Czas na zmianę poglądów.
Ostatnio na fotce pisałem o wymarzonej partnerce.
Spokojna, rozrywkowa, cicha, wygadana, wyluzowana, spontaniczna, kobieca*, zagadkowa, niezaradna, optymistyczna, inteligentna.
Milena zwróciła uwagę na cechę niezaradna. Jeszcze do niedawna chciałem, aby moja kobieta była niezaradna. Dlaczego? Można zapytać. A dlatego, że to mężczyzna musi być tym dominującym, tym który może rozwikłać każdy problem. Gdy kobieta z zakłopotaną miną mówi „no nie wiem”, do akcji wkracza facet i w mig problem rozwiązuje. Kobieta, ta osoba nieśmiała, lękliwa i wstydliwa jest pod ochroną mężczyzny – osoby dominującej, która w odpowiednich chwilach przejmuje inicjatywę i potrafi sobie poradzić.
Tak być powinno. Nawet jak teraz to przeczytałem to… tak w zasadzie jest!
Kobieta właściwie taka jest, ale nie do końca. Nie można nakazać jej jaka ma być i w jakim stopniu musi być niezaradna. Ważne, aby była mniej zaradna niż mężczyzna. Kobieta nie może załatwiać problemów, które należą do faceta.
Kobieta oczywiście może być zaradna, a nawet powinna ;). Tylko, facet musi mieć w sobie te cechy, które pozwolą mu w niektórych momentach przejąć kontrolę i pokazać lekką dominację. Kobieta musi czuć się kobietą* – delikatność, czułość, subtelność. A facet czuć się facetem – potęga, moc, siła, wytrzymałość.
No właśnie, a mi się czasami (częściej, nieraz rzadziej) wydaje, że tych cech męskich mi brak… Tak jakbym był bardziej w stronę cech kobiecych nakierowany. Nie wiem z czego to wynika. Ale kompletnie nie jestem osobą dominującą, przewodniczą, zarządzającą. Najchętniej to wskoczyłbym w kąt i niech nikt mnie nie dotyka ;).
Może chodzi o to, że te cechy powinien przekazać nam (facetom) ojciec, a ten mój tego nie zrobił. Praktycznie nie odczuwałem co do niego żadnego respektu i trochę obawiam się, że tak samo może być z moim dzieckiem…
Tak nawinął mi się ten temat jak byłem dziś na trzeciej lekcji prawa jazdy. Była tam młoda dziewczyna i instruktor – też dość młoda. I właśnie ta dziewczyna była taka cicha, nieśmiała.
- Tak? To może Ja poczekam *powiedziała cichutko*
- No dobra, usiądź tam *powiedział uprzejmie, ale z taką pewnością*
I tak być powinno
Dzisiaj druga lekcja prawo jazdy. W sumie już wszystko załapałem i gość potwierdził, że nawet sprawnie mi przyswajanie wiedzy przyszło. GUT.
Ogólnie miałem wyśmienity humor, póki to nie przyszedłem do domu i nie zasiadłem na GG, kiedy to leciutko humor popsuła mi Milena. I teraz taka lipa jest…
Humor popsuł mi się jeszcze bardziej, gdy przyszedł do mnie kuzynek i wyciągnąłem od niego informacje co do jego osiemnastki. Po pierwsze zamierza on zrobić imprezę rodzinną i koleżeńską razem… A to znaczy, że dobrze nie jest…
Po pierwsze będzie tam kilka osób, których kompletnie nie znam. Po drugie będą dwie pary, a może nawet trzy? Co Ja tam robił będę, z kim będę rozmawiał i o czym? Sześć kompletnie mi nieznanych osób. Ja źle się czuje wśród nieznanych osób, a jeszcze gorzej gdy jest ich więcej.
Zaczynam myśleć nawet, że mógłbym wymiksować się z tej imprezy. Tylko staram się nie dopuszczać do siebie tej myśli… Nie wypada nie iść przecież – on u mnie był!
Może się upiję i będę śmielszy? Nie. To głupi pomysł, bo po pijaku mi lekko odwala ;). Zrobiłbym z siebie idiotę! Nie podoba mi się… A zostało sześć dni… :>
Szkoda, że nie mam takiego spokoju. Żeby za mną telewizor nie grał. Żeby w drugim pokoju mój brat nie uderzał piłką o ścianę. Żeby w kuchni nie krzyczeli – jeden przez siebie, ciotki. CISZA!
Chciałbym się tak rozpisać o tym, co czuje w kwestii tych urodzin i jak chciałbym się czuć.
Czuje się źle, bo będzie tam wiele nieznanych mi osób, przy których będę czuł dyskomfort. To tak w skrócie. A chciałby czuć się dobrze, rozgadany, śmiały, wesoły, dowcipkujący, dobrze się bawiący. I tak dalej. Chciałbym być dusza towarzystwa, która rozbawia wszystkich. Chciałbym iść tam bez żadnej obawy, że będzie to najgorsze kilka godzin jakie ostatnio przeżyłem. Kompletnie mi sie nie podoba… ;>
Ale nie można być ciągle takim dzikusem i cały czas siedzieć, tylko dlatego, że mamy jakieś obawy. Trzeba wychodzić do ludzi, konfrontować swoje obawy i wygrywać z nimi. Trzeba dobrze się bawić, nie patrząc na swoje złe myśli. Trzeba… To musi być proste.
No i byłem na pierwszej lekcji prawa jazdy. Gość młody, właśnie skończył maturę, ale zna się na rzeczy, więc żadnych zastrzeżeń nie mam.
Miałem drobne problemy na początku: nie szło mi ze sprzęgłem. Ale mam coś na swoją obronę. Startowałem z trójki, a ten gość tego nie zauważył, nie moja wina. I tak udało mi się dwa, czy trzy razy ruszyć (z trójki!), a to wyczyn ;p. Po kilku minutach zorientował się, że wrzuciłem trójkę, poprawił mnie i szło mi całkiem nieźle. Rzekłbym genialnie.
Z niczym problemów nie miałem. Aha, bym zapomniałem – nie jechałem w prawdziwym samochodzie, tylko na symulatorze, to tak gwoli ścisłości. Jutro z rana lekcja kolejna. Im częściej będę je miał, tym szybciej przystąpię do egzaminu państwowego ;).
Może trochę byłem bardziej małomówny. Gość cały czas podrzucał jakiś temat, a najciekawsze było coś takiego:
*długa chwila ciszy*
- A ten, oglądałeś może ostatnio jakiś film?
- Niee, Ja raczej nie oglądam filmów.
- Aha…
*chwila przerwy*
- Chociaż… Ostatnio obejrzałem Piłę III, widziałeś?
- No, ale szczerze mówiąc jedynka była lepsza.
Ogólnie, to nie gadaliśmy za wiele, bo Ja małomówny jestem. Coś tam o szkole, oczywiście musiałem naściemniać, że chodzę już do szkoły średniej, a nie do gim – przeciez byłby wstyd…
A pomijając prawo jazdy. To za półtorej godziny mam lekcje matematyki… O 20! Do 21:30 – super… ;>
EDIT: Bym zapomniał: Ojciec mnie nie poznaje. Dzisiaj moja mama dała mu moje zdjęcie, w garniturze jak byłem. A ten się jej pyta:
- A ten facet to kto?
- Nie poznajesz? To Twój syn.
*Patrzy się, patrzy*
- Nie poznałem go po tej bródce.
Musiał dawno mnie nie widzieć…
Wczoraj miałem o tym napisać. Nawet zapisałem sobie to w telefonie. Taka głupota. Kiedyś pomyślałem sobie, że chciałbym być wolontariuszem w takim zakładzie, dla ludzi niewidomych. Oczywiście chodzi mi o niewidomych rówieśników.
Taki ośrodek, do którego ludzie przychodzą, coś tam robią. Jeżdżą na jakieś wycieczki. A Ci wolontariusze są do tego, aby takimi osobami się opiekować. Więc chciałbym się takimi osobami opiekować. Można zapytać dlaczego? Właściwie to nie do końca rozumiem. A może rozumiem, tylko nie chcę do siebie tej myśli dopuścić, chronię się przed nią? Łudzę się, że tak na prawdę to nie chodzi o to, tylko o coś zupełnie innego.
I teraz dziwniejsza myśl. Wydaje mi się, że z taką niewidomą dziewczyną czułbym się znacznie lepiej niż… No właśnie, chciałem napisać z normalną. Ale taka osoba niewidoma również jest normalna, tylko że nie widzi. Nie ma w tym nic nienormalnego… No tak, nigdy by mnie nie zobaczyła. Nie dowiedziałaby się jak wyglądam. Mogłaby opierać się tylko na moim charakterze, głosie, zachowaniu i tak dalej. Dlaczego tak mi się to podoba?
Przecież nie jestem jakimś… nie wiadomo kim. Jestem zwykłym chłopakiem, który nie ma powodu, aby myśleć, że jest, jakby to określić… mało atrakcyjny? Miałem już wiele dowodów w przeszłości, które potwierdziły, że podobam się dziewczynom. Teraz również nie mam z tym kłopotu. Więc o co chodzi? Może i wiem, tylko trochę trudno mi to wytłumaczyć.
Poprzednie wpisy »