Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Palę marihuanę od 15 roku życia, nałogowo od 16. Niedługo minie trzy lata od kiedy pierwszy raz zapaliłem. Cieszę się, że tego spróbowałem? Nie ;). Pamiętam bardzo dobrze mój pierwszy raz. Z jednym, z moich najlepszych kumpli (z którym nota bene palę do dziś) postanowiliśmy spróbować jak „smakuje” marihuana. Poszliśmy więc do jednego gościa – byliśmy pewni, że on pali, bo sam nam to proponował, i kupiliśmy za 20 złoty ziółka ;). Nie dali nam tego w ręce, byliśmy przecież dziećmi. Poszli z nami zapalić. Pierwszy odpadł mój kumpel, Ja z resztą paliłem do końca. I mój pierwszy, wstrząsający film. Usiadłem na schodach i poczułem, że wielki młot uderza w moją głowę z ogromną siłą. Nie mogłem się poruszyć, czułem jak fala uderzeniowa rozchodzi się po moim ciele, zaczynając od głowy, a kończąc na palcach u stów. Tak, bardzo fajnie wtedy było :).
Obudziłem się dzisiaj rano i okazało się, że czuje się fatalnie. Niestety wczoraj wykorzystałem mój cały zapas leku jaki stosuje na swój smutek – marihuanę. Wczoraj spaliłem wszystko, bo podobnie jak dzisiaj mój humor był w opłakanym stanie. Lecz z dnia na dzień pogarsza się, więc muszę mieć coraz więcej ziółka. Nie potrafię bez niego żyć, ale wiem, że to właśnie on wywołuje u mnie ten fatalny humor, a żeby się pozbyć tego humoru muszę zapalić ? błędne koło ;>.
Dwa razy próbowałem to rzucić – bezskutecznie. Jestem człowiekiem o słabym charakterze i nie usprawiedliwiam się, tylko sobie wrzucam. Jestem tak słabym człowiekiem, że patrzeć na siebie nie mogę. Nie potrafię powiedzieć sobie: Koniec. Więcej tego gówna palić nie będę!
Marihuana tak wspaniale działa. Przechodziłem, chyba przedwczoraj ulicą i widzę „coś” co wywołało u mnie agresję, musiałem zapalić. Po prostu bym nie wyrobił, gdybym nie zapalił. I od razu poczułem się lepiej. Tak miło i przyjemnie, byłem zupełnie odstresowany. Widok, który przed chwilą budził we mnie agresje stał się miły, przyjemny i „zabawny”. Patrzałem się tak na … i uśmiechałem się. Byłem szczęśliwy :).
Szkoda tylko, że ból i agresja wraca na drugi dzień ze zdwojoną siłą. Ponownie trzeba zapalić.
// Dopisano 24 maja 2009r.: Straszny i okropny widok, który wywoływał agresję to całująca się para na dworcu. Pamiętam to do dziś.
Post pisany 22.01.2007 w godzinach wieczornych.
>> JA <<
Posta zacznę od siebie ;). Sporo się u mnie ostatnio dzieje, czego efektem jest niska frekwencja publikowanych postów, na blogu. Dzisiaj na przykład pojechaliśmy ze znajomymi do Poznania, ale pech chciał, że zapomnieliśmy o… biletach ;).
Awaryjnie musieliśmy wysiadać w Strzałkowie. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – zwiedziliśmy Strzałków i stwierdzić muszę, że to bardzo fajne miasteczko (przez chwilę przeleciało mi przez myśl nawet, że mógłbym tam zamieszkać) :). Były małe trudności z powrotem do domu, ale jak widać napisałem posta (z domu!).
Wczoraj wieczorem wysiliłem się i napisałem posta, jednak przy publikowaniu okazało się, że neostrada działać przestała – standard (neostrada – patrz niżej). Na szczęście zapisałem owe wypociny w notatniku ;>.
Jestem młodym człowiekiem (powtarzam to po raz enty) i żeby normalnie funkcjonować potrzebuję tego co zwykły nastolatek pragnie – WOLNOŚCI! ;p.
Pisałem niedawno, że nie mam żadnych konfliktów z rodzicami. Należy wprowadzić tu sporą poprawkę – mam konflikty z rodzicami. I to chyba dobrze. (Kiedyś może postaram się wyjaśnić, dlaczego dobrze.)
Nie zamierzam się ograniczać tylko, dlatego, że któryś członek mojej rodziny ma z tym jakiś problem [bardzo buntownicza ta notka będzie]. Jeśli mam poświęcić moje szczęście, tylko dlatego żeby ktoś inny mógł je zaznać, to Ja podziękuje;).
Wczoraj byłem trochę bardziej buntowniczo nastawiony do świata niż dzisiaj.
>> Zapory antyrakietowe w Polsce <<
Trafiło mi się dzisiaj na fakty i słyszę, że Ameryka zamierza postawić w południowej Polsce rakiety, które mają chronić ich kraj przed atakami terrorystów. Rakiety takie „przechwytują” inne rakiety wystrzelone w kierunku Ameryki. Słuchając tego poczułem się trochę tak jakby reporter relacjonował wydarzenia z gry, a nie z realnego świata. Taka internetowa gra Ogame niedługo może stać się rzeczywistością (jeśli już się nie stała), z tą różnicą, że ataki będą dokonywany z innych państw, a nie planet. Sami pomyślcie, czy to jest normalne, żeby w innych państwach budować „zapory rakietowe”, aby chronić własne państwo?
>> Piła III <<
Chyba dwa dni temu byłem na tym filmie, nie wiem, nie pamiętam dokładnie. Zaraz po przyjściu z kina zacząłem opisywać film i jakie wywarł on na mnie wrażenie, jednak poddałem się i skończyłem w połowie. Wypadałoby do tego wrócić ;).
Tak, więc film bardzo ciekawy i ostry. Na pewno nie polegam go kobietom (lub, jak kto chce – osobom o słabych nerwach). Film ma bardzo dużo drastycznych scen, zresztą tak jak i dwie poprzednie wersje. Łamane kości, widok krwi, ból, krzyk – lubisz to? Zapraszam do kin ;).
Nawiasem mówiąc trochę zdziwiłem się ile par przyszło na ten film. Od zawsze myślałem, że najlepszym filmem na randkę jest komedia romantyczna (typu: Dlaczego nie?). Czasy się zmieniły? ;p
>> Neostrada <<
Lubię ją :). Ostatnio dostałem od neostrady list, w którym zostałem poinformowany o tym, że w nowym roku zostaną wprowadzone zmiany w cenniku neostrady. Z tego względu mogę zrezygnować z usług TP (również z telefonu) bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Super – pomyślałem ;p. Zrezygnuje z neostrady, za która płacę (tzn. moi rodzice ;) ponad 50zł i zamówię nową, w promocji – 6 miesięcy za darmo. Zaraz zadzwoniłem na błękitną linię i zapytałem o szczegóły, wszystko ok z jednym małym ALE.
Po zrezygnowaniu z neostrady nie mogę skorzystać z żadnych innych promocji. BUU. Rezygnacja nie wchodzi w grę.
Po kilku dniach przeczytałem, że wszyscy użytkownicy neostrady mają mieć zwiększoną prędkość do 1 MB/s. Ojej, za darmo? Zadzwoniłem, zapytałem, uśmiechnąłem się ;). Neostrada na prawdę dba o swoich użytkowników, nie ma co.
Po kilku kolejnych dniach okazało się, że neostrada rezygnuje z uszczęśliwienia użytkowników i nie zmieni prędkości… Przykro nam bardzo.
Pisząc tego posta neostrada oczywiście nie działa (a Ja bardzo nie lubię pisać postów w notatniku, czy wordzie), z powodu dla mnie niezrozumiałego. Wczoraj dzwoniłem dwa razy – nic. Dzisiaj rano również dzwoniłem – lipa. Dopiero dziś pod wieczór miły pan uraczył mnie wesołą wiadomością „Proszę uzbroić się w cierpliwość. Wszyscy użytkownicy, których numer zaczyna się na 244 nie ma dostępu do internetu i wina nie leży po naszej stronie, tylko elektrownii. Po tej wichurze zostało uszkodzonych kilka (czegoś tam – bardzo skomplikowana nazwa) i naprawa tego może trochę potrwać. Najdalej za dwa dni wszystko powinno wrócić do normy.”
>> Coś jeszcze? <<
Tak i to wiele. Jednak nie potrafię pisać ;). Ten post ma tak połamaną składnie, że patrzeć na niego nie mogę. Ostatnio mam spore trudności ze stylistyką. [Jak już mowa o polszczyźnie - Ujednosłowić / Ujednosłownić. Dlaczego takie słowa nie występuje w języku polskim?]
Dokładnie wiem, czym te moje problemy ze składnią są spowodowane. Tylko na razie mało mnie one obchodzą… Bawię się, jest wesoło – resztą zajmę się kiedyś… jak dorosnę ;). [Aha, o dorosłości też napisać muszę. To taka notka dla mnie, żebym nie zapomniał ;].
Zupełnie przypadkowo dzisiaj zacząłem szukać informacji o satanizmie, satanistach i ich poglądach. Zacząłem od tego artykułu, z którego dowiedziałem się w ogóle „o co chodzi”. Wszędzie słyszy się o tym, że satanista to człowiek, który morduje, odprawia czarne msze, na których składa ofiary. Ogólnie rzecz biorąc człowieka, który otwarcie mówi o tym, że jest satanistą (chociaż takiego jeszcze nie spotkałem) uważałem za chorego psychicznie.
Po przeczytaniu artykułu wygooglowałem nazwisko osoby, która wydała Biblie Szatana (której jeszcze nie przeczytałem, trafiłem na nią dopiero przy pisaniu tego posta) – Antona Szandora LaVey’a. Tak trafiłem na wikipedię, z której dowiedziałem się paru rzeczy o wyżej wymienionym. Na wikipedii znajduje się link do polskiej strony poświęconej sanizmowi. I tak spędziłem ponad dwie godziny na czytaniu :). Dużo się dowiedziałem i dzięki temu zupełnie zmieniłem poglądy. Satanista jest osobą… właśnie bardzo trudno wyjaśnić jaką jest osobą. Jeśli chcesz się tego dowiedzieć polecam FAQ, które to opisuje, a jeśli chcesz wiedzieć więcej przeczytaj filozofię satanisty.
Z wieloma ich poglądami zgadzam się w 100%.
I tak mniej więcej wiem już o co chodzi w satanizmie, zostało jeszcze przeczytanie tej bardzo długiej biblii…
Aha, na koniec jedno „coś”. Biblia Szatana – to nie ma żadnego związku z chrześcijańskim szatanem, tutaj używany jest on jako symbol.
Za często się na takie natykam. I to niezależnie ode mnie, nie szukam tych historii, tylko sam na nie trafiam. Rozmawiam z koleżanką na GG, a ona niespodziewanie wyskakuje z cudowna historią, która zapewne zakończy się jakąś miła przygodą ;).
Następnie natykam się na bloga, w którym 16-letni Robert opisuje swoje wspomnienia z wakacji, trochę nie w porę, ale dopiero teraz się na to zdecydował. Więc na swoich wakacjach, spędzanych na Jamajce poznał, krótko pisząc, dziewczynę. Zachęcam do czytania, dopiero dzień VII został opisany na blogu, zostało jeszcze siedem ;p.
Historie te są takie zwykłe i pospolite, jednak również takie niezwykłe i fascynujące. Film by można nakręcić. Nieraz mam taką chęć spakować rzeczy do torby, udać się na peron i pojechać pierwszym lepszym pociągiem gdziekolwiek. A w tym przecudnym miejscu „gdziekolwiek” przeżyć jakąś ciekawą przygodę ;). I niekoniecznie musi to być miłość. Zwykła, fascynująca historia, która dostarczy mi trochę wrażeń.
Jestem jak małe dziecko, które jeździ po pokoju w zaprogramowanej ciuchci. Są tylko dwa przystanki, gdzie jeden jest miejscem odpoczynku i bezpieczeństwa, a drugi placem zabaw, pełnym zagrożeń. Ciuchcia jeździ tylko po zaprogramowanych szlakach, których nie można zmieniać. Dlatego jeżdżenie ciuchcią staje się nudne, bezsensowne i pozbawione wrażeń. Zaczynam doceniać metafory.
Nowy rok rozpoczął się fantastycznie. Praktycznie od godziny 24 jestem szczęśliwy. Może trochę za wcześnie o tym napisałem, przecież dopiero 13, przede mną cały dzień, który może zamienić się w koszmar. Odpukać ;p. Tak, cieszę się z tego, że spędziłem tego sylwestra w domu, siedząc przed monitorem, mając włączony komunikator :). Cieszę się również, że nie byłem sam i całą noc przegadałem. Cieszę się kolejno, że późnym wieczorem nie poszedłem spać, tylko zabrałem się za pisanie sms’ów. Cieszę się, że nieraz nieświadomie dokonuję dobrych wyborów. Cieszę się, że ludzie zmieniają zdanie. Cieszę się, że niektórzy zauważają moje intencję. Cieszę się, że teraz bardzo przesadzam i koloryzuje ;p. I cieszę się, że ktokolwiek będzie czytał tego posta, nie będzie miał zielonego pojęcia o czym piszę.
Irytuje mnie to, że niedociągnięcia przeszłości mają swoje odzwierciedlenia w przyszłości, w postaci obstrukcji. Powab jakim jestem kuszony jest silniejszy ode mnie. I wiem, że ustąpienie mu może nieść za sobą przykry efekt. I tak już się ugiąłem, zrobiłem to tydzień temu, wczoraj, dzisiaj i zrobię to jeszcze raz dzisiaj, i raczej już tego nie zatrzymam ;). Więc nie ma co deliberować. Trzeba cieszyć się tym co jest! :)