Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.


Konin – miasto marzeń

Konin… Uwielbiam narzekać, jak mało kto. Do wczoraj Konin był największą dziurą, był miejscem w którym praktycznie nie mam żadnych perspektyw. W Koninie nie ma co robić, nie ma gdzie iść, nic tu nie ma. To nie Konin jest problemem, tylko Ja. Konin to wspaniałe miasto. Wczoraj zdałem sobie z tego sprawę, a wcześniej tego nie zauważałem. Mam tu tyle ośrodków rozrywkowych, miejsc gdzie można spędzić czas i co najważniejsze mieszkają tu takie wspaniałe osoby. (…)

14 Grudnia 2006

Uwielbiam wstawać o 6 rano i wychodzić do sklepu po śniadanie. Na dworze jest jeszcze ciemno, tylko latarnie się świecą. I tak iść przez ten mój plac w głuchej ciszy. Jak wtedy jest przyjemnie, nie ma samochodów, które robią taki hałas, że skupić się nie można. Nie ma ludzi biegających w te i wewte. Taka prawdziwa głucha cisza.

Te poranki coraz bardziej zaczynają mi się podobać. Nawet jeśli mam wstawać o szóstej, chociaż mógłbym o ósmej. Dla tych kilku chwil ciszy, spokoju i samotności warto zerwać się wcześniej z łóżka. Wspaniale wtedy wychodzi myślenie… I znowu chciałbym oddać to uczucie wspaniałości, tylko nie potrafię.

Pisałem (raz, dwa) już o tym dwa razy, najpierw było pragnienie, potem wymarzone spotkanie, teraz rozczarowanie :). Przydałaby się jakaś puenta? Niee, to w zupełności wystarczy ;>

11 Grudnia 2006

Czwarta notka pod rząd… Za dużo tu ich. Dlaczego TO przychodzi w najmniej odpowiednim momencie? Jakby tak można o tym zapomnieć raz na zawsze. Nie wiedzieć, że to istnieje, jak to wspaniale działa (w niektórych momentach).

Już wiem. Wstałem rano i wiedziałem, że nie będę potrafił się powstrzymać. Czekam tylko na moment „złamania”. Może trochę, w takim minimalnym stopniu liczyłem, że po napisaniu tego posta coś zrozumiem i mi się odechcę, może o tym na chwilę zapomnę, albo zajmę się czymś innym. Stracę poczucie czasu, a później będzie już za późno. Przetrwać do minimum dwunastej. To jeszcze całe trzy godziny. Jak ten czas wolno leci…

Dlaczego człowiek wybiera źle? Wie jakie są konsekwencje jego wyboru. Wie, że będzie żałował tego co za chwilę zrobi. On to wszystko wie! Jednak wybierze to zło. Nie rozumiem tego, choćbym głowił się godzinami to bym tego nie zrozumiał.

Bardzo łatwo jest powiedzieć: Chcesz, żeby było dobrze? Zrób to i to. Albo jeśli będziesz postępować tak i tak to będzie najlepiej. Często daje ludziom rady, wiem, że są trafne (mam nadzieję, że są). Jednak sam ze swoich rad nie korzystam. Dlaczego nie robię tak jak mówię?

Nieskończony jest wszechświat i ludzka głupota, chociaż co do tego pierwszego nie mam pewności – Albert Einstein

//Update 13.56]: Wchodzę dzisiaj do szkoły (zapomniałem plecaka… jak można zapomnieć plecaka do szkoły), grzecznie pokazuje panią, żeby otworzyły mi drzwi, panie mnie zauważają, otwierają mi drzwi i od razu jedna do mnie podchodzi „O, dzień dobry, przywiózł pan dzisiaj te domestosy?” (nadmienię, że na zewnątrz przed szkołą była ciężarówka). Ja na to z uśmieszkiem „Nie, proszę pani, jestem tylko zwykłym uczniem”

——————- UPDATE[2]: 12.12.06@12.30 ——————-

Wczoraj napisałem notkę. O czym jest, łatwo można się domyśleć. Dzisiaj podkreśliłem w niej urywki zdań, które pasują do obecnej sytuacji. To co teraz piszę, nie ma nic wspólnego z wczorajszą notką (chociaż w pewnym sensie ma, oba wątki na siebie oddziałują, w dosłownym tego słowa znaczeniu). A teraz przejdźmy do rzeczy. Dzisiaj mam dowód na to, że życie w nieświadomości, w niektórych momentach jest lepsze niż poznanie prawdy (dowiedzenie się wszystkiego). Tak, jestem ciekawy, ale chyba każdy człowiek to czuje, jeśli wie już cząstkę, chce poznać resztę tematu. I, tak, żałuję, że się o tym dowiedziałem…

Chcę „o tym zapomnieć„, chcę „Nie wiedzieć, że to istnieje„, chcę „po napisaniu tego posta coś zrozumieć„.

// Dopisano 25 maja 2009r.: W ostatnim akapicie chodziło o marihuanę

10 Grudnia 2006

Zdecydowałem się wycofać artykuł z serwisu młodzieżowego. Był on za bardzo wyrazisty. Postaram się go opisać tutaj, tylko trochę trudniejszym językiem.

Trzeba chyba zacząć od tego, że nie jest ze mną za ciekawie. Zgubiłem się gdzieś między 15, a 16 rokiem życia i nie potrafię znaleźć właściwej drogi. Wtedy też miałem zupełnie inne poglądy na świat wirtualny, zatraciłem się w nim. Pochłonął mnie on w całości. W ogóle przestałem interesować się życiem realnym, przestał dla mnie istnieć. Coś zdaje mi się, że za bardzo wyraziście piszę ;), ale chodźmy dalej.

Niedawno dopiero, gdzieś w okolicach początku wakacji zrozumiałem jak wiele tracę spędzając czas tylko przed monitorem. Wtedy też poznałem Magdę. Zupełnie przypadkowo, jak można się domyślać na czacie ;). Oczywiście, to ona do mnie pierwsza napisała, nie pamiętam kiedy ostatnio to Ja się do kogoś pierwszy odezwałem. A więc poznałem Magdę, osoba wtedy dla mnie najważniejsza. Nie potrafię nawet opisać słowami jak bardzo zajebiście się wtedy czułem. Od ponad roku tak się nie czułem.

Na początku były zwykłe rozmowy przez czat, potem przerzuciliśmy się na e-mail, aż w końcu na GG. W późniejszym czasie przeszło na wieczorne sms’y, a nawet na rozmowy telefoniczne. Na początku wymieniliśmy się fotkami. Pierwsze wrażenie? „Niee, to nie jest dziewczyna dla mnie, nie podoba mi się…”. Z czasem jednak coraz bardziej mi się podobała, stawała się coraz piękniejsza – zostawała taka sama, ale w moich oczach stawała się atrakcyjniejsza. Nie mogłem doczekać się spotkania. Planowaliśmy to bardzo długo.

Dwa tygodnie spotkać się nie mogliśmy. Dawno nie czułem takiej złości jak wtedy – a takie emocje bardzo są potrzebne człowiekowi. Nie można być ciągle obojętnym, trzeba nieraz być zły, szczęśliwy, smutny i tak dalej, a przez ostatnie kilka miesięcy byłem taki… prosty. Żadnych uczyć, bo i nic się u mnie nie działo. A więc pierwsza próba spotkania nie wypaliła – pogoda. Bardzo pochmurnie było, co później przerodziło się w słoneczną pogodę, krew mnie zalewała. W kolejnych trzech było tak samo. Ale po dwóch tygodniach udało się, bezchmurne niebo, bosko.

Dla kogoś innego to mogło być coś zwykłego, ale nie dla mnie – nastolatka, który kilka miesięcy żył z dala od ludzi. Pamiętam to jakby wydarzyło się tydzień temu. Czekanie na PKS, a jak już w nim byłem każda minuta stawała się bardziej nerwowa. Im bardziej zbliżałem się do celu, tym bardziej byłem zestresowany. Aż w końcu dojechałem, pierwsze „cześć, więc jestem” i moje czarne myśli „pewnie nie będzie o czym gadać… Całe 4 godziny cisza” się nie sprawdziły. Było cudownie. Wybraliśmy się chyba na mój najdłuższy spacer w życiu. Przeszliśmy całe cztery godziny i ciągle gadaliśmy. Nie wiem skąd u mnie tyle tematów się brało, ale nawijałem i nawijałem. Pisząc krótko, po pierwszym spotkaniu byłem SZCZESLIWY, tak szczęśliwy nie byłem od kilku lat…

I znowu napisałem posta nie na temat… Chciałem napisać o czymś kompletnie innym, chciałem coś przekazać, może zrobiłem to trochę na początku, ale nie do końca. Kiedyś obiecałem Magdzie, że opiszę jak to się czułem w tych kilku miesiącach z nią, więc teraz to robię. Taak, teraz jestem pewnie, za bardzo się otworzyłem. Niestety, posta trzeba zabezpieczyć hasłem i dać do wglądu tylko osobom, którym ufam. Więc jeśli to czytasz, możesz być pewny/pewna, że Tobie ufam… ;>

Na czym to skończyłem, zanim zacząłem pisać o Magdzie? A tak, że zrozumiałem, że dużo tracę spędzając czas przed komputerem. Trudno jednak jest odzwyczaić się od życia wirtualnego, tak jak trudno było się do niego przyzwyczaić. Chociaż przyzwyczaić się może było łatwiejsze… Taki ten świat był atrakcyjny, taki piękny, żadnych problemów, sami przyjaciele, ludzie mnie słuchali, byłem można powiedzieć jednym z ważniejszych osób w „stadzie”. Czułem się potrzebny. Więc tak jak pisałem zatraciłem się w tym świecie. Świat wirtualny – dobry! Świat realny – zły!

Nie myślałem, że kiedyś będę musiał do niego wracać. Takie głupie pierdolenie dzieciaka. Skończę szkołę w internecie, pracę również tam sobie znajdę. Nie muszę wychodzić na dwór, nie jest mi to potrzebne. Jaki byłem pusty… Nie mogę sobie wyobrazić, jak można być takim debilem. Czy mam do kogoś żal? Nie, tylko do siebie. Pamiętam moją Mamę jak próbowała na siłę wyciągnąć mnie na dwór, jak namawiała do tego moich kolegów. Sami również po mnie przychodzili. Najczęstsza odpowiedź: „ej, zajęty jestem, nie mogę”, po kilku miesiącach (może tygodniach) mi się znudziło i zażądałem od rodziny, żeby mówili, że mnie nie ma. To jeszcze bardziej mnie zamykało. Robiłem im na przekór, chcieli mnie wygonić z domu, to Ja nie, będę jeszcze bardziej tu siedział.

Teraz widze konsekwencje takiego idiotycznego zachowania. Zmieniłem się, nawet nie sądziłem, że człowiek tak bardzo może się zmienić. Trudno rozmawia mi się z obcymi. Ciężko przychodzi mi zawieranie nowych znajomości. Do tego dochodzą jeszcze moje lekcje indywidualne w domu… jak bardzo żałuję, że na nie się zgodziłem. Nie mam żadnego kontaktu z rówieśnikami. Kontaktu, który tak bardzo nastolatkowi jest potrzebny. Przeprowadziłem się w nowe miejsce, gdzie nie ma żadnych dzieciaków.

Myślę, od dawna myślę jak to zmienić. Próbowałem na różne sposoby. Szukam miejsca gdzie mógłbym w normalny sposób (nie poprzez internet) kontaktować się z ludźmi. Byłem w Młodzieżowym Biurze Pracy, żeby znaleźć sobie jakieś miejsce gdzie mógłbym chodzić codziennie. Na razie nic z tego nie wyszło ;). Napisałem „różne sposoby”? To jedyny sposób, przepraszam pomyłka. Czyli zostało mi czekanie na to, aż moje lekcje indywidualne się skończą i będę chodził normalnym trybem do szkoły i od nowa wszystkich poznawał? To znaczy czekanie do września… Nowa szkoła, nowi znajomi, nowe życie.

I ta myśl, która mnie nachodzi. Teraz i wcześniej gdy piszę o sobie. Czemu wydaje mi się, że ten post jest żałosny? Ja tylko chcę napisać chodź trochę więcej o sobie, nie chce się żalić. Nie odbierajcie tego jako żalenie się…

9 Grudnia 2006

Zauważyłem dwie dziwne rzeczy w moim zachowaniu, znaczy się trzy, ale o jednej wiedziałem już dawno, dawno temu ;). Szczerze przyzwyczaiłem się do tej cechy i nie próbuje jej zmienić, chociaż bardzo mnie drażni… Cóż, niektóre cechy podobno się ma i zmienić się ich nie da.

Pierwsza, może nie jest dziwna, ale drażniąca. Ostatnio zaczynam dużo zapominać. Wychodząc z łazienki zapominam wziąć maszynki ze sobą, rano wchodzę, patrze a tu maszynka leży ;p. Wracając ze sklepu zostawiam kurtkę na krześle (w kuchni) i idę do pokoju. Wchodząc do kuchni, przypominam sobie, że jej zapomniałem ;). Dostaje wiad. na GG od znajomego, wyłączam okienko i notuję w pamięci, że odpowiem mu później. Na drugi dzień okazuje się, że o tym zapomniałem. Przykład z ostatniej chwili. Cztery dni temu powiedziałem kumplowi, że przerobie jeden skrypt na drugi dzień. Dopiero dzisiaj sobie o tym przypomniałem ;>.

Możliwe, że wcześniej też tak miałem, ale nie zwracałem na to uwagi. Ostatnio po prostu rozmawiałem z kimś (można powiedzieć dla mnie autorytetem) o jego problemach, przeżyciach. Osoba po której nigdy nie spodziewał bym się takiej otwartości, takiego zaufania. Nawinął się temat o pamięci… Ale to temat na kiedy indziej ;)

I druga dziwna rzecz w moim zachowaniu. Liczę dni ;p. Tak, nigdy nie zwracałem na to uwagi, ale ktoś mi to pokazał. Przedostatni post „było to dokładnie dwa miesiące temu”, wczorajsza (albo przedwczorajsza) rozmowa „dopiero ósmego minie miesiąc”… Ale to chyba nie negatywna cecha, co nie?

Została jeszcze ta trzecia cecha, której opisać nie umiem nie chcę (;]). Ale wspaniale pasuje tu tytuł posta – Ja wiedziałem, że tak będzie, aha, aha. Kurczę no, tak mnie korci, żeby się rozpisać na ten temat… Nawet chciałbym to napisać jak w jednym z ostatnich postów, mało osób przeczyta co tam jest zawarte, ale przekazałem to co chciałem. Tutaj tej „sztuczki” zastosować nie mogę ;p.

Ok, spróbuję ;). Dlaczego tak jest, że (dwu trzy minutowe zastanowienie ;p). Cztery minuty – poddaje się.

8 Grudnia 2006

Trochę w ostatnich dniach się zamotałem i teraz nie mogę rozkminić, o co chodzi?

Pierwszy temat „zrobiony”, nawet nie wiem jak go rozwinąć. [koniec 1 wątku ;p] Już dawno chciałem napisać… to co chciałem ;p. Dzisiaj mi się to przypomniało, wziąłem telefon do ręki i w rytmach MTV napisałem. Żałuję trochę, że jestem takim tchórzem i nie opublikuje tego posta na moim blogu, ani nie podpiszę go moim nickiem, imieniem, czy nazwiskiem. Oczywiście zostanie on opublikowany, już wysłałem go do pewnego serwisu młodzieżowego, tylko, że (prawie ;) nikt nie będzie wiedział, że jest on o mnie. Trzeba by się głębiej zastanowić, czy to lepiej, czy gorzej. Teraz tego rozkmieniał nie będę.

Post będzie krótki, ostatni temat jeszcze. Muszę pozbyć się tej głupiej manii podstępów i kłamstw. Jak to kiedyś pisałem wszędzie widzę podstępy i kłamstwa. Nie mogę się tego pozbyć. Muszę bardziej ufać ludziom, wierzyć w to co mówią, bo po co mieliby kłamać?

Tamten był przedostatni ;p. Zobaczyłem teraz tytuł i zorientowałem się, że nie ma on nic wspólnego z treścią. Skąd taki tytuł? Po rozmowie z pewnym klonem uświadomiłem sobie (a raczej ta osoba uświadomiła mi to) jaką pustą pułapką jest internet / czat. Nie należy przywiązywać się do czatów, forów (fór? ;p) internetowych, bo można zapomnieć o życiu realnym. Jak dużo w tym prawdy… ;>

6 Grudnia 2006

Jeśli z kimkolwiek teraz chce gadać to tylko z Martą. To jedyna osoba, której mogę powiedzieć wszystko. Nie wiem czy to dobrze, że najbardziej zaufałem osobie, którą nie za dobrze znam. A wszystko zaczęło się od:

[17:29:25] *~506xxxxxx* hej
[17:29:34] *cihy_* czemu Ja? ;/
[17:29:49] *~506xxxxxx* tak wyszło
[17:29:58] *cihy_* heh, ile masz lat?
[17:30:08] *~506xxxxxx* 16
[17:30:11] *~506xxxxxx* a ty?
[17:30:13] *cihy_* czemu?
[17:30:17] *cihy_* 17
[17:30:26] *~506xxxxxx* skad jestes?
[17:30:29] *cihy_* Konin

I stało się to dokładnie 2 miesiące temu – „Czas zapisu: 2006-10-06 17:29:25″. Co za bardzo dziwny zbieg okoliczności. Akurat dzisiaj… Cóż, Ja mam bardzo dużo dziwnych zbiegów okoliczności, zdążyłem się przyzwyczaić.

Kurva no. Nadal nic nie czuje. O co chodzi? Dzisiaj oficjalne pożegnania. Prawie cała rodzina się zbiegła, płakała i żegnała. A Ja podszedłem, przytuliłem, puściłem wiązankę „będzie dobrze, zobaczysz. O nas się nie martw, będzie dobrze”. I przez ten jeden moment trochę smutno mi się zrobiło. Teraz siedzę w domu i nic nie czuje. Dlaczego kurva, pytam się dlaczego? Inni płaczą i się dołują, a Ja nie. To oni są dziwni, czy Ja?

// Dopisano 24 maja 2009r.: Moja mama wyjeżdżała do Włoch, do pracy.

3 Grudnia 2006

Wszyscy naokoło mnie płaczą, lamentują, dołują się… Ja jeszcze tego nie odczuwam. A przecież powinienem. Właśnie Ja najbardziej z nich wszystkich powinienem się dołować. Czy to ze mną jest coś nie tak? Dzisiaj jestem nadzwyczaj szczęśliwy. Pewnie doły też mnie dopadną, już wkrótce, ale w przeciwieństwie do innych, chowam swoje uczucia. Dlatego nikt nie dowie się, że trochę mi przykro (słowo trochę to ściema).

Wykonałem w Excelu wykres. Jest osoba, która potrafi powiedzieć co przedstawia? Jedna na pewno tak.

Trzy dni…

Poprzednie wpisy »

© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress