Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Dzisiaj kolejne morderstwo, czy ostatnio coraz ich więcej? Ale nie tylko o nim chciałem napisać. To był tylko pretekst, żeby opisać też inne rzeczy.
Zdziwił mnie ostatnio tekst, który się szerzy wśród młodzieży – „Dziura„. Co oznacza dziura? Jest to skrót myślowy od zdania „Bądź cicho” ;). Dziura oznacza schować się w dziurę, czyli uciszyć się. Taki zwrot często pada w stronę nauczycieli. Zastanawiam się nad tym, czy oni wiedzą co to oznacza?
Zauważyłem coś dziwnego w moim zachowaniu. Jestem spontaniczny. Wczoraj siedziałem przed monitorem pod wpływem „wspomagacza” i myślałem, że nie mam co w tym internecie robić. A przydałoby się stworzyć coś ciekawego, na czym mógłbym jeszcze zarobić (to tak w nawiasie). Więc spontanicznie wpadł mi pomysł do głowy. Po 10 minutach zarejestrowałem już domenę, ściągnąłem sobie theme do jportala, w głowie miałem tysiące pomysłów na serwis. Dzisiaj miałem zacząć go tworzyć, ale chyba przełożę to na jutro. Jestem za bardzo zmęczony „wspomagaczem”.
To chyba wszystko, mogę zająć się morderstwem. Gdzieś tam, 17-latek (mój wiek) zabił swojego 12-letniego brata (tyle samo lat ma mój brat :). Udusił go skakanką. Siedzę i myślę jak to skomentować. Bez komentarza.
//edit: Zapomniałem jeszcze o czymś wspomnieć. Samanta. Zwykła dziewczyna, która ma „niezwykłe” problemy. Samanta ma może 14 lat, tak podejrzewam. Mieszka na osiedlu, na którym i Ja kiedyś mieszkałem. Stosunki między nią, a całą resztą chłopaków z osiedla były pozytywne. Jednak wyprowadziłem się z osiedla i straciłem orientację. Ostatnimi czasy często bywam w szkole (co nie jest moim obowiązkiem, ale to opowieść na inny post) i widzę co się dzieje. Samanta popełniła błąd, którego teraz pewnie żałuje. Wydała na policji chłopaków z osiedla. Nie znam dokładnie sprawy i nie wiem jaki związek z tym ma policja i co się konkretnie wydarzyło, szczerze nie obchodzi mnie to.
Sprawa potoczyła się tak, że Samanta boi się przejść na korytarzu obok tych ziomków. U nas w szkole jest taki łącznik (duży hol, który łączy dwa budynki), pełno tam ludzi na parapetach. Niedawno widziałem jak Samanta stoi na schodach, widzi, że jej „koledzy” siedzą na parapecie i nie wie co zrobić. Było już po dzwonku i pewnie chciała iść na lekcje, ale się bała koło nich przejść. Wreszcie się przemogła i powoli zaczęła iść w stronę klas. W połowie drogi usłyszała swoje imię wypowiadane przez jednego z kolegów i szybko zrezygnowała. Poczekała na nauczyciela.
Samanta gorzej ma na osiedlu. Ostatnio też dziwnie często tam jestem i ani razu jej nie widziałem, co może oznaczać, że boi się wychodzić. Po opowieściach kumpli wcale jej się nie dziwie. Gdy wychodziła od razy jej wrzucali, nieraz ją bili, pluli jej w twarz(!). Jeden błąd i dziewczyny życie się zmieniło w piekło. A gdy Ja tam mieszkałem (4 miesiące temu) była szczęśliwą dziewczyną, wychodziła na dwór z koleżankami, żartowała z tymi właśnie starszymi kolegami, itp.
Czy niektórym osobom można, trzeba, lub należy pomóc? Czy jest to możliwe i czy to ma sens? [Budda - temat na kolejnego posta]
edit [16.03.2007]: Dziwne, ale po takim czasie, takie historie nadal mnie ruszają. Co się dzieje z Samantą?
Kolejny raz łamię swoją zasadę, że nie będę pisał dwóch postów w tym samym dniu. Ale mam dla siebie usprawiedliwienie xD. Są takie dni, że chce mi się pisać i wtedy pisze mi się dobrze, dlatego trzeba to wykorzystać. Nie mogę pisać postów, tylko wtedy gdy jest do tego dobra sytuacja, nie można pisać na siłę, trzeba mieć chęć :)
Zaczynając od zmian na blogu. Parę zmian wprowadziłem
To wszystko :). WordPress to potężne narzędzie, z którym można zrobić po prostu wszystko – trzeba tylko umieć. W internecie jest mnóstwo pluginów, które mogą poprawić jego funkcjonalność. Problem jest taki, że wszystkie strony z pluginami są w języku angielskim, a Ja angielskiego nie umiem. [Tak BTW. od kilku miesięcy łapie się na tym, że znajomość języka angielskiego jest mi potrzebna do normalnego funkcjonowania. Cały czas stykam się ze stronami, gdzie piszą po angielsku... Wystarczy trochę wysiłku i będę mógł to przeczytać! xD]. Jest jeszcze sporo rzeczy, które chciałbym tutaj zrobić, ale brakuje mi umiejętności, np.
Na to wszystko brakuje mi umiejętności. O moich umiejętnościach w którymś z następnych postów.
Teraz moje zaległe tematy w notesie. Zajmowanie ważnych stanowisk przez „zwykłych” ludzi. Ostatnie afery o których było głośno:
- Prokurator kradł w sklepie. Mówili o tym w uwadze, szczerze nie przysłuchiwałem się temu dokładnie, ale z urywków wywnioskowałem, że prokurator, osoba bardzo ważna, która pełni odpowiedzialną funkcję kradła… Czy to nie jest absurd?
- Strażnik przyjmował łapówki od więźniów. Więzień, który chciał wyjść na przepustkę szedł do strażnika, dawał mu łapówkę, a tan w zamian stawiał mu wzorową opinię, która upoważniała owego więźnia do wyjścia na wolność.
Do jakiego wniosku dochodzę? Stanowiska ważne i odpowiedzialne, takie jak policjant, sędzia, strażnik w więzieniu i wiele innych powinny być piastowane przez nadludzi. Szkoda, że tacy nie istnieją… Policjant niczym nie różni się od normalnego człowieka, dlatego doświadcza takich samych uczuć jak zwykły człowiek, więc może popełniać błędy świadomie, lub nie. Może w przyszłości zamiast policjantów będą roboty?
Temat drugi, trochę trudniejszy do opisania. Właśnie zanim go opiszę to chce podzielić się moimi spostrzeżeniami. Niektórych rzeczy nie da się opisać, lub po prostu Ja tego nie umiem. Chcę nieraz coś napisać, żeby zostało to zrozumiane tak jak Ja to rozumiem, ale jest to niemożliwe.
Ale wracając do tematu. Dlaczego niektóre zachowania wykonane przez różne osoby są różnie odbierane. Prosty przykład:
Steve-O (z Jackassa), obnaża się na koncertach, w miejscach publicznych, przed kamerami. Jest za to podziwiany przez wielu ludzi, Ja uważam go za idiotę. Jeśli to samo zrobiłby zwykły człowiek, nie tak sławny jak Steve-O uznano by go za chorego człowieka i wysłano do leczenia. Więc?
Nie chodzi tylko o zachowania, ale o słowa. To samo zdanie wypowiedziane przez dwie różne osoby, może być inaczej odebrane przez tą samą grupę ludzi. Dlaczego? Bo przyzwyczajamy się do zachowań ludzi, których znamy i oczekujemy, że tak będą się ciągle zachowywać. Jeśli zachowamy się inaczej niż na co dzień to ludzie uznają to za coś dziwnego. Jeśli nauczyliśmy swoich znajomych, że jesteśmy spokojni i opanowani, to gdy któregoś dnia coś wyprowadzi nas z tej równowagi i opanowania, i powiemy coś niemiłego jest to dziwnie odbierane. Jednak jeśli to samo zdanie wypowie osoba, która na co dzień zachowuje się inaczej niż my, to wszystko jest ok.
——-
Byłem dzisiaj w szkole i wpadł mi do głowy wspaniały pomysł (tzn. na razie tak twierdze :). Zauważyłem, że uczę się gdy przepisuje lekcje. Przy robieniu ściąg muszę przepisać formułki i zdania z książki / zeszytu. Po takim przepisaniu owa ściąga nie jest mi potrzebna, bo wszystko zapamiętałem, uczyłem się pisząc ściągi. Dlatego stworze nowy dział (zamknięty) na blogu, w którym będę przepisywał sobie lekcje. Wynikają z tego same plusy, wszystko będę pamiętał i wreszcie będę miał wszystko ładnie napisane (w zeszycie strasznie bazgrze). Ciekawe jak długo będzie mi się chciało to prowadzić.
BTW. Po powrocie ze szkoły miałem prawie idealny humor, włączyłem gg, patrze po opisach i co? Humor mi się zepsuł. Właściwie to nie wiem czym się tak zdołowałem. Może przyzwyczaiłem się do tego, że takie opisy kiedyś były kierowane do mnie, a teraz są dla KOGOS innego… Ludzie są dziwni, mała drobnostka, a może zepsuć humor.
Dziś zajmę się moim charakterem. Już od dawna to wiedziałem, ale dzisiaj do mnie to dotarło tak na serio, że mam zły charakter i wiele cech mojego charakteru chciałbym usunąć, albo zmienić na inne, które bardziej by mi odpowiadały. Posłuchałem sobie dzisiaj historii o pewnym człowieku, który ma strasznie ciężkie życie… och jak mi przykro – to była ironia. Jak chciałbym, żeby ona wypływała szczerze z moich ust. Ale niestety mi się zrobiło żal owego człowieka i pomyślałem, przecież każdy człowiek ma prawo do szczęścia nawet jeśli popełnił sporo błędów w życiu i skrzywdził wiele osób i… może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, albo nie mogąc (nie umiejąc) postąpić inaczej. Powinienem powiedzieć “mam go gdzieś. Zasłużył na to!”. Nie potrafię, mam zły charakter, to pierwsza cecha, jakiej chciałbym się pozbyć – współczucie osobom, które na to nie zasługują. (…)
Cóż, przeczytałem całą książkę. Wczoraj wieczorem (a raczej dzisiaj) zszedłem późno z komputera (po pierwszej) i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie przeczytać jej do końca.
Wypada teraz ją streścić? Książka jest opisem historii młodej narkomanki, która początkowo w fazie dzieciństwa miała zajebiście szczęśliwe życie, mieszkała na wsi, kochała zwierzęta, miała kolegów, koleżanki, szczęśliwą rodzinę – do czasu. Potem przeprowadziła się do Berlina i tu wszystko się zmieniło, w książce zostało to tak pięknie opisane. Pokazane zostały różnice między życiem tu, a na wsi (dzisiaj rano jeszcze raz musiałem przeczytać sobie ten kawałek o tym). Wpadła w złe towarzystwo i zaczęła ćpać heroinę.
Szczerze mówiąc trochę zdziwił mnie koniec, inaczej sobie go wyobrażałem. No, ale to jest historia oparta na faktach – tu się nie ustala scenariusza, jednak gdybym Ja pisał tą książkę (fikcyjnie) to inaczej bym to zakończyła.
I teraz jeszcze ciekawi mnie co się dalej dzieje z Christiane? Jak jej się ułożyło jej życie?
Rano poszedłem do biblioteki oddałem książkę i coś tknęło mnie i zapytałem o kolejną. Polecona została mi „Pamiętnik narkomanki”. Czytam ją od deski do deski, nie z takim zaparciem jak „My, dzieci z dworca Zoo”, ale z każdą przeczytaną stroną i ta książka staje się coraz ciekawsza. Czy ze mną wszystko jest ok? Czytam książki…
Ale dosyć książek, miałem pisać o warunkach do pisania postów. A więc gdy pisze jakiegoś posta na blogu muszę mieć spokój, nikt nie może mi przeszkadzać – nie może być wtedy np. włączony telewizor. A najgorsze jak ktoś jest w pokoju i stoi za mną… Mam tak ustawiony komputer, że gdzie by się nie stanęło, to go widać, a Ja mam obsesję na punkcie, że ktoś zawsze czyta co Ja pisze, chociaż z reguły nikt tego nie czyta, to ja i tak tak myślę.
W ogóle to mam obsesję na temat prywatności. Nie mogę rozmawiać przy rodzinie przez telefon, jak kto?? do mnie zadzwoni, to wychodzę, lub zaszywam się w jakimś cichym miejscu, żeby nikt nie mógł mnie podsłuchać.
A na koniec jeszcze jedno moje spostrzeżenie – nie potrafię pisać. Zauważyłem, że ostatnimi czasy mam problemy z sensownym sklejeniem słów, żeby cały post, ładnie, poprawnie stylistycznie wyglądał (to mi przejdzie? Kiedyś nie miałem z tym problemów).
Ostatnio w rozmowach w toku był poruszany temat blogów, jednym z gości programy był autor dość popularnego bloga (blog Wawrzyńca – http://wawrzyniecprusky.blog.onet.pl/), widzicie jak tam gość pisze? aż chce się czytać. Może z takim darem do pisania trzeba się urodzić? Bo raczej nie da się tego nauczyć. Szkoda.
Jeszcze jedno, przypomniało mi się, że miałem o tym napisać. Gang dziecięcych włamywaczy rozbity
Koniec dziecięcej szajki, która w Białymstoku okradała auta. Trzy dziewczynki w wieku 9-10 lat i 10-letni chłopczyk wybijali kamieniami szyby w samochodach, a potem je okradali. Policjanci złapali maluchy na gorącym uczynku – gdy z poloneza wynosiły skrzynkę z narzędziami, parasol i zakupy za 100z??. Z komisariatu dzieci odebrali zawstydzeni rodzice.
10 lat… Brak słów.
BTW. @nooooob, czy my się znamy? ;>
Kilka dni temu zapragnąłem przeczytać książkę ze złym zakończeniem, gdyż jeszcze nigdy na taką nie natrafiłem. Poszedłem, więc do biblioteki i zapytałem Pani bibliotekarki czy zna książkę, która źle się kończy. Poleciła mi „My, dzieci z dworca Zoo” argumentując, iż jest to prawdziwy horror. Ucieszyłem się, wypożyczyłem i ochoczo zabrałem się za czytanie. Jestem już na 150 stronie i przyznać muszę, iż książka bardzo mnie wciągnęła, a przygody tej dziewczyny są naprawdę straszne. Już wkrótce skończę czytać i okaże się, czy książka rzeczywiście źle się kończy.
Minęły zaledwie dwa tygodnie (trwające, jak dwa miesiące) od czasu, kiedy zerwałem kontakt z Magdą, a Ja już zapomniałem uczuć, jakie dotykają szczęśliwego człowieka. Trzy tygodnie temu byłem szczęśliwy mogąc pojechać kilkanaście kilometrów PKS’em, żeby zobaczyć, dotknąć i spędzić czas z dziewczyną, która mnie zaakceptowała i chciała się ze mną spotykać.
Szkoda, że nie można od tak, po prostu wskrzesić w sobie uczuć i poczuć je. Wróciłem do przeszłości.
Kilka dni temu zacząłem czytać artykuły zamieszczone w serwisie nastolatek.pl, pisane przez zwykłych ludzi, którzy chcą podzielić się z opinią publiczną swoimi problemami. Niektóre z opowiadań po prostu mnie przeraziły…
Już na wejściu, kiedy pierwszy raz byłem w tej szkole zostałem zaczepiony. A że nie wiedziałem jak się zachować, bo tu wieś, a mieszkałem wcześniej w Warszawie. Tym bardziej, że to byli cyganie. No i zachowałem się jak palant. Po 5 sekundach stwierdzili, że jestem downem i zaraz cała szkoła wiedziała, że down i lamus do szkoły przyszedł. Nie byłem na rozpoczęciu szkoły, bo się spóźniłem i jak dojechałem do szkoły to już moja klasa była w sali. Tak się złożyło, że byłem maminsynkiem i mama odprowadzała mnie do klasy razem z dyrektorką. Otworzyły się drzwi od klasy i od razu szepty ?To ten lamus? ?To ta stara pizd*?. I takie podobne. Udawałem, że tego nie słyszałem, przez co szepty się wzmagały. Aż w końcu nie wytrzymałem i uciekłem w środku lekcji z płaczem. Nie miałem żadnych kontaktów z rówieśnikami. Tak było przez jeden semestr. Pani pedagog postanowiła mnie przenieść z najgorszej klasy do klasy o podwyższonym poziomie nauczania. Chociaż nie dawałem sobie rady z najsłabszą klasą w tej najlepszej mi dosyć dobrze szło. Klasa moja 2 była złożona z samych ludzi wpływowych. Ja byłem jeden bez żadnych wyjątkowych kontaktów czy coś. A reszta wręcz przeciwnie. Córka burmistrza, dyrektora, syn szefa wielkiej korporacji i inni ludzie. Oczywiście miałem już złe zdanie, więc nie zostałem zaakceptowany. I było to samo tylko, że większym stopniu. Dostawałem na każdej przerwie byłem wyzywany przez wszystkich, przez dziewczyny też, od lamusów, kutasó*(sorka za słownictwo piszę jak było) i takich tam innych. Chcieli coś ode mnie to wołali na mnie pizd*. I tak już się przyjęło. Dostawałem często i było dużo sporych afer. Wychowawczyni broniła ich ?Ależ to niemożliwe by Damiana uderzyły te moje ukochane aniołki?. A było zupełnie inaczej. A wszystko przez to, że zachowywałem się poniżej swojego wieku i nie mogłem im dorównać fizycznie żeby pokazać, że jednak coś jestem wart. Tak było do końca podstawówki. [Zobacz cały artykuł]
To, co widzą wszyscy.
Szkoła. Korytarz. Klasy wychodzą z sal, uczniowie się śmieją, dowcipkują, idą w grupach, parach. A za nimi ?ona?. Wlecze się na samym końcu, ledwo idzie przez korytarz. Ma łzy w oczach, nisko spuszczoną głowę. Blond włosy luźno opadają jej na ramiona. Nagle ktoś z jej klasy odwraca się i szepcze prosto w ucho: ?zaraza?. Dziewczyna prawie płacze, ale powstrzymuje ostatkiem siły łzy. Zostawia plecak pod salą i biegnie do łazienki, żeby chociaż tam? nie na oczach ludzi? się wypłakać.
To, co czuje ofiara.
Na matematyce znowu puszczali do mnie głupie liściki? I jeszcze te ich głupie docinki… Już nie daję rady. Musiałam gdzieś się skryć, a jedynym takim miejscem w szkole jest łazienka… Za co oni mi tak dokuczają? Nigdy im nic nie zrobiłam, zawsze żyliśmy w przyjaźni… A teraz coś się popsuło. Nie chcę już tu być, wracać do szkoły i widzieć wciąż te same twarze mówiące mi: ?zaraza, zaraza?… Uznają mnie za jakąś dżumę… Prześladują mnie cały czas… Nie chcę tego! [Zobacz cały artykuł]
Upływały dni szkolne i moje stosunki z klasą były coraz gorsze. Dotarłam wtedy już naprawdę do swoich granic wytrzymałości. Wracałam ze szkoły z płaczem do domu. Nie chciałam tam znowu wracać i widzieć te twarze. Nie chciałam więcej słuchać, jak mnie wyzywają , śmieją się ze mnie i mnie poniżają. Musiałam jednak przez to przechodzić i był to chyba jeden z najgorszych okresów mojego życia, związany z częstymi chwilami zwątpienia, smutku, samotności. Stałam się klasowym outsiderem. Nie mogłam liczyć na niczyją pomoc. Chłopcy wciąż mi próbowali wmówić mi, jaka jestem głupia , nie podając żadnego argumentu, który mógłby to potwierdzić. Nie mieli podstaw, żeby mnie tak ocenić, a mimo to nie przestawali tego robić. Publicznie mnie kompromitowali, nieraz przed całą klasą, a nawet przed koleżankami i kolegami.
Wiedziałam jednak, że nie potrzebuję tej klasy, że potrafię przejść obojętnie obok niej. Udawało mi się to, ale niestety nie zawsze. Wiele razy w ciągu roku wychowawczyni próbowała z nimi na ten temat porozmawiać, lecz żaden z nich nie zrozumiał, jak wielki błąd popełnili i jaką przykrość i krzywdę mi wyrządzili swoimi słowami (także czynami – rękoczynami, ale to pominę…). Były to słowa, których z pewnością nie zapomnę do końca życia. Zawsze, jak będę sięgać pamięcią do czasów gimnazjum, przypomni mi się ten ból, jaki odczuwałam za każdym razem , kiedy mnie tak traktowano. Czasami nie miałam siły na to wszystko, czułam się taka bezsilna i wtedy chciałam umrzeć.
Ale rodzice wciąż mi pomagali. Im mogłam wszystko powiedzieć. Bardzo mnie wspierali i cierpieli razem ze mną, podczas gdy inni bezczynnie się przyglądali temu, co się działo. To także było dla mnie niezrozumiałe: jak ludzie mogą nic nie robić, widząc jak ich koledzy znęcają się nad koleżanką. Podejrzewam, że nie mieli po prostu odwagi, aby zwrócić uwagę tym idiotom. Działania tej grupki klasowej, która była przeciwko mnie, trwały przez cały rok szkolny. Jakimś cudem miałam na tyle siły, żeby sobie z tym poradzić i mieć dobre oceny, jednak tak naprawdę to miałam tego wszystkiego już dość. [Zobacz cały artykuł]
I na koniec jeden artykuł godny polecenia – http://www.nastolatek.pl/pokaz.php?a=art&ida=1650
Specjalnie pogrubiłem text powyżej, bo chciałbym się do niego odnieść. Dlaczego inni uczniowie nie bronią słabszych kolegów / koleżanek? W klasie mam koleżankę, która jest poniżana przez WSZYSTKICH, bez wyjątków, nawet przez dziewczyny. Niektóre osoby z mojej klasy są na prawdę inteligentne i nigdy nie spodziewałbym się po nich takich zachowań – pozory mylą. Na przerwach stoi sama pod klasą (w klasie siedzi sama w ławce), do nikogo się nie odzywa, a inni przechodząc koło niej rzucają jakieś kąśliwe docinki, na lekcji nieraz obrywa papierkami, w każdy żart musi ona być wciągnięta. Dlaczego Ja nie stanę w jej obronie? Nigdy nie powiedziałem złego słowa na jej temat, nigdy też nie zaśmiałem się z głupich dowcipów o niej, jednak dlaczego nigdy nie powiedziałem „Zostawcie ją w spokoju!?” Zabrakło mi odwagi? Boję się, że będę tak samo postrzegany jak ona, a z czasem inni będą się tak samo do mnie odnosić jak do niej?
Nieraz stoję na przeciw owej koleżanki i myślę co Ja bym zrobił gdyby mnie tak traktowano. Jak długo bym wytrzymał? Dzień, tydzień, miesiąc?
Pomyślcie jak Wy byście się czuli? Wychodzicie do szkoły z myślą, że musicie wytrzymać 7 godzin poniżania, wyśmiewania, szydzenia… I nie macie kompletnie NIKOGO kto może pobyć z Wami, pocieszyć Was, podtrzymać na duchu.
Dlaczego ludzie są tak bezmyślni? Czy oni nie wiedzą do czego takie coś może doprowadzić? Dlaczego są tak okrutni?
Zacznę od szkoły i od pomysłu ministra edukacji, pana Giertycha, żeby w szkole ponownie wprowadzić mundurki. Na razie nie biorę tego pomysłu na poważnie, bo nie wyobrażam sobie kogokolwiek, żeby w takim czymś chodził. Przeprowadziliśmy mała debatę (Ja się przysłuchiwałem) na lekcji z wychowawczynią i nikt nie wyraził chęci (a raczej każdy wyraził protest) noszenia mundurka. Wychowawczyni wytłumaczyła nam konkretnie na czym to polega. Jeśli ktoś nie przyjdzie do szkoły z mundurkiem nie zostanie do niej wpuszczony – proste. I dlatego zmieniam zdanie i uważam, że większość przyjmie mundurki (wszyscy?) – otrzymanie promocji będzie chyba ważniejsze. A teraz co Ja uważam na temat mundurków? Wszystko ma swoje plusy i minusy.
+ Bezpieczeństwo – zgodzę się z panem Giertychem, który uważa, że zwiększy się bezpieczeństwo szkoły bezpieczeństwo uczniów w szkole (tak powinno być ;). Nikt z zewnątrz (osoba, która nie będzie uczniem szkoły) nie będzie miała wstępu do szkoły;
+ Wyrównanie – nie będzie już lepszych i gorszych, tych którzy mają lepsze ciuchy, bo są bogatsi. Nikt nie będzie się wyróżniał, więc każdy będzie równy. To jest zdanie większości moich kolegów. W sumie się z tym zgodzę, ale nie do końca. Ludzie zawsze znajdą coś do czego można się przyczepić. Jeżeli nie do ubrania, to do książek (że są używane), plecaka, piórnika, wartości przyborów, itp. Pretekstów do wytknięcia komuś, że jest biedniejszy jest tysiące, więc mundurki nie do końca załatwią sprawę.
- Dodatkowe koszty – Zakup nowego mundurka wiąże się z koniecznością wydania jakiejś kwoty pieniędzy, do już i tak dużej kwoty na podręczniki dojdzie 100 – 200zł na mundurek, a to jest sporo. Na debacie padł pomysł, żeby mundurki sfinansowało państwo.
- Narzucanie stylu – Mundurki mogą wywołać masowy bunt w szkołach. Ja sam, nawet jeśli widzę plusy tego pomysłu jestem przeciwny mundurkom. Lubię ubierać się po swojemu i nie chce, żeby ktokolwiek narzucał mi, w co mam się ubierać. Będę chyba musiał zmienić swoje podejście, jeżeli w przyszłości trafie na pracodawcę, który wymaga noszenia garnituru.
Skoro już mowa o narzucaniu stylu, to mieliśmy dzisiaj apel, na którym poruszana była kwestia ubioru uczniów. Naszej dyrektorce nie podoba się, w co ubierają się dzisiejsze nastolatki (problem chyba dotyczy każdej szkoły) – gołe pępki, za krótkie spódniczki, wymalowane usta, rzęsy, brwi, itp., itd. Cóż, może i prawda, że niektórzy przesadzają, ale to ich styl. Mi się nie podoba sweterek pani dyrektor, czy zmieni go, dlatego, że mi się on nie podoba? No właśnie.
Drugi temat, dotyczy też szkoły, ale bardziej związany jest ze znęcaniem się nad nowymi uczniami. Nie wiem czy tylko w mojej szkole tak jest, czy w całej Polsce, że każdy pierwszak musi przejść chrzest bojowy (mi udało się go uniknąć. Znałem starszych kolegów) – nie wiem jak inaczej to nazwać. Młodzież ze starszych klas przynosi do szkoły czosnek, cebulę, skisłe mleko, czy śmietanę i każe jeść i pić to młodszym. Nieraz zdarza się polecenia zmierzenia parapetu połową zapałki. Taka jest tradycja w naszej szkole i Ja nic bym do niej nie miał, gdyby trochę inaczej to wyglądało. Jest to po prostu za bardzo agresywne, to już nie jest chrzest – to przerodziło się w swoiste znęcanie się nad młodszymi. Ktoś nie chce jeść? Przykro nam, musi przejść drastyczniejszy chrzest bojowy typu „broń się przed pięcioma gościami”.
Jeszcze obraz dzisiejszej, krótkiej sytuacji. W naszej szkole nie toleruje się „kozaczenia” osób, które są nowe. A w tym roku taka osoba się pojawiła – współczucie. Koleś z tego, co wiem jest z opiekuńczego (więc koleś ma coś na sumieniu, albo miał ciężkie życie, albo i to i to). Łysa głowa, 1,80cm wzrostu, szerokie spodnie – to jest taka osoba, której ludzie boją się na ulicy. Trochę zrobiło mi się go żal. Gość jest sam w nowej szkole, nikogo nie zna i na dodatek prują się do niego jakies ziomki. Dzisiaj zaczepiła go grupa 5-osobowa i kazała zjeść czosnek, jak nie trudno się domyśleć koleś ich olał, nawrzucał i wyśmiał ;). O to im właśnie chodziło, oni szukają osób trudnych, nad którymi można się poznęcać. Bo co to za zabawa w kazanie zjeść komuś czosnek? Teraz stało się to nudne, trzeba znaleźć kogoś, z kim można się dłużej „pobawić”.
Na następnej przerwie znowu się do niego przypruli, tym razem było ich trochę więcej. Wystąpił? najmniejszy z nich (może z 160 wzrostu) i chciał go bić. Denerwują mnie takie sytuacje i to bardzo. Koleś jest kozak tylko, dlatego, że ma kumpli. Gdyby był sam dostałby sztukę i koniec jego chojrakowania. A tak, co ten koleś ma zrobić? Jeśli będzie się z nim bił i wygra (co jest bardzo prawdopodobne) to zaraz doskoczy do niego 4 innych kolesi i koniec. Przykre, ale prawdziwe.
Została polityka. Krótko, dwa zdania. Chodzi mi o nową reklamę PO, jest żywcem ściągnięta od Busha i oni nie wzorowali się na reklamie Busha tylko ją skopiowali. To, co zrobili jest po prostu śmieszne… Co jeszcze można dodać? <Śmiech_na_sali>
A jeszcze jedna sytuacja, jakiej byłem świadkiem jak wracałem do domu, która mnie po prostu przeraziła – to słowo nawet jest za słabe. Siedzę sobie w autobusie, pełno ludzi, w grupce na środku stoją trzy dziewczyny 15 – 17 letnie, koło nich 30 letni mężczyzna. Co robi? …Onanizuje się. Pedofil. Stał tyłem do mnie, więc nie widziałem co robi, ale wywnioskowałem to po krzykach jakiejś starszej pani. Dziewczyny zaraz od gościa się odsunęły, ludzie zaczęli skandować, a starsza pani zadzwoniła na policję. Na następnym przystanku koleś wyszedł szybko z autobusu, przez tą krótką chwile widziałem wyraz jego twarzy – ten facet był po prostu dziwni… Nie wiem czy to słowo może oddać wyraz jego twarzy, wyglądał tak jakby był trochę chory umysłowo. I dopiero wtedy zaczęły się dyskusje, na temat pedofilii. Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś takie coś może robić, to jest przecież chore…
Miałem jeszcze napisać o Karolu (tym, który zasztyletował swoją dziewczynę), ale doszedłem do wniosku, że nic go nie usprawiedliwia. Z tego co mówili w telewizji, koleś był w szoku i przez pierwszy dzień, gdy próbowano go przesłuchać nie powiedział ani słowa (rozumiem to tak, że koleś bardzo żałuje tego co zrobił i zamknął się w sobie). Dzisiaj powiedział, że nie zabił swojej koleżanki, nie pamięta tego, żeby wbijał jej nóż w pierś. Mmm, dziwne. Zawsze staram, znaleźć się jakieś usprawiedliwienie dla osób, które zrobiły cos złego – teraz nie mogę, nie potrafię znaleźć żadnego.
Poprzednie wpisy »