Cześć! Nazywam się Michał Cichocki, pochodzę z Konina, niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Moją pasją są komputery, Internet i nowości technologiczne. Prowadzę bloga od połowy 2006 roku prezentując na nim moje codzienne życie. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na podstronę o mnie, a także do archiwum.
Wróć do strony głównej
Z drugiej strony mi się należało. Dokładnie te słowa miały kończyć tę notkę, jednak postanowiłem wszystko to napisać od końca, żeby było ciekawiej i inaczej. A zaczęło się tak niewinnie przez głupie morele, których nie chciało mi się zbierać. Ma to jednak swoje dobre strony. Wszystko ma.
W pół do dziewiątej wyszedłem z Przemkiem wysłać telefon, który sprzedałem wczoraj na Allegro. Poszliśmy na przystanek, na którym stało dwóch gości. Zaczepiali nas i wymieniali głupie uwagi na nasz temat. Parę razy zagadali. Widać było, że szukają zaczepki i czekają tylko na moment, w którym ich sprowokuje, aby ruszyć do akcji. Wyjąłem telefon, wybrałem numer 997.
- Ej, ej, schowaj ten telefon.
Ruszyli na nas. Krzyknąłem do Przemka, aby uciekał. Sam również zacząłem biec. Pech chciał, że miałem na sobie klapki, które w mig pogubiłem. Przybiegliśmy z Przemkiem do domu. Powiedziałem, żeby został, a sam wyszedłem poczekać na policje. Widziałem, jak dwójka cwaniaczków jedzie autobusem. Po 7 minutach przyjechał radiowóz. Opowiedziałem, co się stało i padł pomysł, abyśmy ruszyli w pościg za autobusem. Już sam początek mi się nie podobał. Po kilku minut byłem pewien, że po wyjściu zwymiotuje. Autobusu nie zlokalizowaliśmy, gości również. Zostałem podrzucony pod komisariat, na którym ponownie opowiedziałem, co się stało.
Nie ma żadnych szans, żeby ich znaleźć. Dodatkowo czyn, który popełnili nie do końca jest przestępstwem. Zły jestem na siebie, że nie jestem o 50cm wyższy i 70kg cięższy.
Wrócę jednak do pierwszego zdania tej notki – z drugiej strony mi się należało. Dzisiaj zachowywałem się wyjątkowo źle i zakończenie tego dnia było pewnego rodzaju nauczką. Mam takie dni, kiedy jestem tylko na nie i nic nie jest w stanie zmienić mojego nastroju.
Wszystko zaczęło się od telefonu Zuzi z pytaniem, czy chcę trochę moreli z działki. Odmówiłem, gdyż nie lubię moreli. Po jakimś czasie dostałem drugi tel. z tym samym pytaniem. Odparłem, że raczej nie, po czym Zuzia podała mi swoją mamę, która zapytała o to samo. Zgodziłem się. Pojechaliśmy z Przemkiem na działkę Zuzi. Gdy tam wszedłem zmieniłem zdanie. W sumie nie wiem dlaczego, ale nie chciało mi się zbierać moreli. Po kilku dni pracujących chciałbym mieć wolne, a nie porządkować działkę.
Poszliśmy z Zuzią do Carrefour po reklamówkę na morele. W międzyczasie stwierdziłem, że już nie chcę morel. Zezłościła się na mnie i gdzieś poszła. Później jednak wróciła. Cała sytuacja, która trwała trochę dłużej, niż mogłoby się wydawać skończyła się oznajmieniem Zuzi mamie, że muszę lecieć i nie mogę zabrać morel, gdyż mi się śpieszy. Z tego, co mi Zuzia opowiedziała Zuzi mama nazwała mnie idiotą, debilem i tym podobne. Zuzia zresztą również była na mnie wściekła.
Przyjechała dwie godziny później. W ogóle się nią nie interesowałem. Olewałem ją.
Źle się czuje. Nie mogę pisać. A były jeszcze koleżanki Zuzi. Może jutro.
© 2006 - 2010 Michał Cichocki | Strona oparta na WordPress